Radosław Omachel: Panie prezesie, ma pan pełne zaufanie do premier Zyty Gilowskiej jako ekonomisty?
Sławomir Skrzypek:
Zapisana w konstytucji niezależność NBP zwalnia mnie z odpowiedzi na to pytanie. Premier Gilowska jest niewątpliwie wybitnym wicepremierem i ministrem finansów.

Jak w takim razie odebrał pan wypowiedź premier Gilowskiej, która tuż po ostatnim posiedzeniu RPP stwierdziła, że nie ma podstaw do zmian stóp procentowych i w żartobliwy sposób odniosła się do wypowiedzi prof. Filara, który zasugerował konieczność niewielkiej korekty polityki monetarnej, nazywając ją "cobybyłogdybizmem"?

Nie chciałbym tego komentować. Wolę odnosić się do danych i prezentować własne przekonania.

Jeśli chodzi o dane: Ministerstwo Finansów obliczyło, że inflacja osiągnęła w marcu grny pułap i teraz będzie spadać.
Rzeczywiście, w wyniku zwyżki cen paliw i żywności inflacja w marcu silnie wzrosła w ujęciu rocznym. Z docierających do mnie sygnałów wynika, że jest to jednorazowy skok. W kolejnych miesiącach inflacja spadnie i utrzyma się na niższym poziomie. Na najbliższe kwartały też mamy już gotową nową prognozę inflacji. I jest ona bardziej optymistyczna niż się spodziewałem - będzie niższa niż wcześniej wynikało z wyliczeń. Inne szacunki ekspertów NBP również pozwalają patrzeć na tegoroczne prognozy inflacyjne z dużym optymizmem.

Mógłby pan poprzeć to liczbami?
Najpierw musi się z nimi zapoznać Rada Polityki Pieniężnej.

Na najbliższym posiedzeniu rady bardziej prawdopodobne jest zacieśnienie polityki monetarnej czy pozostawienie stóp na obecnym poziomie?
Przewidywanie jaką decyzję podejmie RPP jest niewłaściwe, tak jak składanie przez członków rady deklaracji, jak zamierzają głosować. Obecnie nie ma jednoznacznych przesłanek, które wskazywałyby że obecny poziom stóp wymaga korekty, ale do dnia posiedzenia RPP napłynie szereg nowych informacji, które mogą zmienić obraz sytuacji i wpłynąć na ostateczne stanowisko rady.

Z wypowiedzi członków RPP wynika, że większą uwagę będą przywiązywać do różnicy między potencjalnym a rzeczywistym tempem wzrostu gospodarczego. Im będzie ona większa, tym większe ryzyko przegrzania gospodarki i większe prawdopodobieństwo podniesienia stóp.
Według naszych prognoz wzrost potencjalnego PKB nadal będzie przyspieszał. Rośnie wydajność, mamy wysoką dynamikę nakładów inwestycyjnych, a środki unijne tak naprawdę dopiero zaczną do Polski napływać. Wielokrotnie powtarzałem, że utrzymanie równowagi miedzy rzeczywistym a potencjalnym tempem wzrostu PKB jest przedmiotem mojej głębokiej troski. Równocześnie trzeba brać pod uwagę inne czynniki. Polemizowałbym z tymi, którzy mówią, że grozi nam przegrzanie gospodarki. Wprawdzie zapowiada się bardzo wysoki wzrost PKB w I kwartale, ale mamy do czynienia z tzw. efektem łagodnej zimy, a to utrudnia rzetelną ocen stanu gospodarki. Dopiero dane za kwiecień i maj będą miarodajne. Poza tym, nasze tempo wzrostu jest wysokie, ale w porównaniu do tempa wzrostu naszych sąsiadów - mało imponujące. Polska jest na szarym końcu w UE pod względem PKB w przeliczeniu na jednego mieszkańca. Wyprzedzamy jedynie Bułgarię, Rumunię i Łotwę.
Chciałbym to zdecydowanie podkreślić: wielu obserwatorów z niepokojem patrzy na trwający od dwóch lat szybki wzrost gospodarczy, obawiając się przegrzania koniunktury. Trzeba jednak pamiętać, że mamy obecnie do czynienia z szybkim nadrabianiem wielu lat zastoju gospodarczego. Na Radzie Polityki Pieniężnej ciąży ogromna odpowiedzialność za wzrost gospodarczy.

Czy rada przywiązuje do tego zbyt mało uwagi?
Ustawodawca jednoznacznie określił, że NBP powinien zapewnić stabilność cen, czyli niską inflację i dopiero jeśli ten cel jest niezagrożony - współpracować z rządem przy tworzeniu polityki gospodarczej. Cel inflacyjny, który staramy się realizować, został wytyczony w 2004 r. w wieloletniej strategii prowadzenia polityki pieniężnej w Polsce. Wiele osób zaskakuje tak niska inflacja, zwłaszcza jeśli biorą pod uwagę dynamiczny rozwój gospodarczy, któremu teoretycznie powinien towarzyszyć wzrost cen. W minionych latach polityka pieniężna prowadzona była bardzo restrykcyjnie. Moją rolą nie jest jednak ocena tego postępowania. Chcę zwrócić uwagę na to, że Polska odnotowuje zbliżone tempo wzrostu gospodarczego i inflację do Czech, przy długookresowych stopach procentowych niemalże o połowę wyższych, jednych z najwyższych w Europie. Jednocześnie Polska należy do grupy krajów o najniższej inflacji w Unii Europejskiej, co niekoniecznie musi być najlepszym z możliwych sposobów działania, ze względu na silne procesy konwergencji. Spoglądając na historię najnowszą polityki pieniężnej w Polsce odnosi się wrażenie, że cel inflacyjny był traktowany niesymetrycznie - pomimo celu na poziomie 2,5 procent z dopuszczalnym odchyleniem plus/minus 1 pkt proc., inflacja najczęściej kształtowała się poniżej dolnej granicy celu. Pomimo utrzymujących się od kilku kwartałów obaw o gwałtowny wzrost presji inflacyjnej, na razie żadna z nich się nie potwierdziła. Zbyt restrykcyjna polityka pieniężna hamuje dynamiczny rozwój gospodarczy utrudniając pełne wykorzystanie możliwości wynikających z integracji z Unią Europejską. Dlatego już w swoich pierwszych wypowiedziach akcentowałem rolę NBP w dbaniu o wzrost gospodarczy, pamiętając jednak, że podstawowym zadaniem polityki pieniężnej jest utrzymywanie inflacji w ryzach wokół celu inflacyjnego.

Mamy zatem optymistyczne prognozy inflacyjne NBP i Ministerstwa Finansów, mamy stabilną inflację netto i duże prawdopodobieństwo, że dynamika potencjalnego PKB będzie rosnąć. To znaczy, że powszechne na rynku oczekiwanie na podniesienie stóp w kwietniu lub maju jest przedwczesne?

Jeżeli chodzi o dynamikę potencjalnego PKB to nie ma twardych danych, które mogłyby stanowić poważny argument na rzecz takiej czy innej tezy, a dyskusja na temat rozbieżności rzeczywistego i potencjalnego wzrostu gospodarczego w Polsce ma przede wszystkim wymiar intelektualny. Istnieje zatem potrzeba, której realizację NBP podejmuje, opracowania bardziej precyzyjnych szacunków potencjalnego PKB w Polsce Niewątpliwie obserwujemy wysokie tempo rozwoju gospodarczego, w dużej mierze wynikające z czynników zewnętrznych, na które wewnętrzne uwarunkowania polityki pieniężnej mają niewielki wpływ. Z drugiej strony następuje wzrost aktywności zawodowej pracowników, ogromny napływ kapitału, którego dotychczasowy brak był główną bolączką polskiej gospodarki. Obserwujemy także znaczne przyspieszenie bezpośrednich inwestycji zagranicznych, które zwiększają potencjał naszej gospodarki. Inną kwestię stanowi emigracja polskich pracowników do krajów Unii i transfer ich dochodów do kraju. Bieżące przekroczenie tempa wzrostu potencjalnego jest jedną z przesłanek do korekty stóp, nie mniej ważne są tendencje w przyszłości, a te wyglądają optymistycznie: wedle naszych projekcji tempo potencjalne wzrostu gospodarczego w Polsce przyspiesza. Potwierdzam, że nowa projekcja jest bardziej optymistyczna od poprzedniej. Inflacja netto jest stabilna. Presja płacowa może wprawdzie rosnąć, ale jak do tej pory jest równoważona przez wzrost wydajności pracy. Chciałbym podkreślić, że jestem wyczulony na ryzyko nasilenia presji płacowej, które stanowi potencjalne zagrożenie wzrostu cen. Będziemy ten proces monitorować. Statystyka rachunków narodowych wskazuje, że struktura wzrostu gospodarczego w Polsce będzie sprzyjać długookresowemu rozwojowi gospodarczemu nie prowadząc do nadmiernej presji inflacyjnej. Tych czynników można wymieniać więcej i powinny być brane pod uwagę przy podejmowaniu decyzji przez Radę.

Czy na liście pana celów jako prezesa NBP jest wprowadzenie Polski do strefy euro?
Do kwestii przyjęcia euro nie podchodzę w sposób dogmatyczny. Uważam, że powinno to nastąpić wówczas, gdy będzie najbardziej korzystne dla polskiej gospodarki. Dlatego zapowiedziałem rozpoczęcie prac nad raportem, który precyzyjnie określi na jakich warunkach przyjęcie euro będzie dla nas najkorzystniejsze.

Kto ten raport przygotuje?
Więcej będę mógł o tym powiedzieć na najbliższej konferencji prasowej.
Chciałbym, żeby nasz raport powstawał we współpracy z zainteresowanymi podmiotami. Za stosowne uważam włączenie do współpracy nad tym projektem Ministerstwa Finansów. To przecież rząd w porozumieniu z RPP będzie decydował kiedy Polska wejdzie do strefy euro.

Czy w związku z ewentualnym wejściem złotego do systemu ERM2 NBP powinien przygotować rezerwy na wypadek obrony kursu złotego?
Z tego punktu widzenia rezerwy dewizowe są dziś na optymalnym poziomie. Kurs złotego jest stabilny z tendencją do umacniania się. Obecnie trudno jednak przewidzieć jak będzie zachowywał się złoty w ERM2. W przypadku, gdyby Rząd podjął decyzję o wprowadzeniu euro w Polsce wejście do korytarza ERM2 mogłoby nastąpić za kilka lat. Osobiście mam krytyczny pogląd na temat ERM2. Na razie obserwujemy doświadczenia innych krajów przechodzących przez ten system, dogłębnie analizując wynikające stąd korzyści i koszty. Pomimo krytyki ze strony innych banków centralnych nic nie wskazuje żeby zamierzano odstąpić od tego wymogu.

Zapowiadał pan wprowadzenie nowych form komunikowania się Rady Polityki Pieniężnej z rynkiem. Czym będą "minutes"?
W "minutes" zawarty będzie bardziej szczegółowy, niż dotychczas w Raportach o inflacji, opis dyskusji i zagadnień rozpatrywanych na decyzyjnych posiedzeniach Rady. Będziemy je publikowali co miesiąc od maja. W związku z tą zmianą inne będą także komunikaty po posiedzeniach: krótkie, rzeczowe i treściwe, wskazujące na najważniejsze powody podjętej decyzji. To poważne zmiany, których rynek oczekiwał od dawna i jestem przekonany, że odbierze je pozytywnie. Chciałbym także, by po głosowaniu możliwe było podawanie jego wyniku i stanowisk jakie zajęli poszczególni członkowie RPP. To jednak wymaga zmian ustawowych. Obecnie możemy je publikować nie wcześniej niż po upływie 6 tygodni od podjęcia decyzji przez Radę.

Jakie jeszcze zmiany będzie pan chciał wprowadzić do ustawy o NBP.
Ustawa ma 10 lat i to dobry moment żeby się nad tym zastanowić. Już wspomniałem o jednej poprawce. Do innych ważnych zmian zaliczyłbym nowe potrzeby "safety net", czyli sieć bezpieczeństwa systemu finansowego. NBP nie ma inicjatywy ustawodawczej ale nasz głos powinien się liczyć w pracach nad nowelizacją.

Panie prezesie. Był pan wiceprezesem a potem przewodniczącym rady nadzorczej Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska, instytucji, która zgodnie z zapowiedziami Zyty Gilowskiej zostanie zlikwidowana. Słusznie?
Jeżeli chodzi o strukturę funduszu to zasadne jest pytanie o efektywność wykorzystywania środków. To był problem realnej dźwigni finansowej jaką Fundusz był w stanie wygenerować przez swoją działalność. Jako przewodniczący RN Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska uważałem, że powinien nastąpić proces naturalnej likwidacji tego instrumentu, na przykład przez zastosowanie na większą skalę dopłat do kredytów, które byłyby w stanie wygenerować maksymalną dźwignię finansową. Obecnie nie mam jednak podstaw do jednoznacznej oceny projektu zmian, gdyż nie dysponuję odpowiednimi danymi.

Co chce pan zmienić w zarządzaniu NBP?
Chcę by NBP należał do najlepiej zarządzanych banków centralnych w Europie. Powołałem zespół do spraw zarządzania strategicznego, dołączając tym samym do elitarnego grona kilku banków centralnych w których działają tego typu struktury. Rozpoczęliśmy współpracę z Johnem Mendzelą, który doradza najlepszym bankom centralnym. Jest jeszcze kwestia jakości analiz ekonomicznych. Zdarzało się dotychczas, że prognozy NBP przeszacowywały faktyczny wskaźnik inflacji. Dlatego pracujemy intensywnie nad rozwojem i doskonaleniem narzędzi analitycznych. Chciałbym aby, za pośrednictwem przedstawicieli oddziałów okręgowych NBP, aparat analityczny został rozszerzony o potencjał uczelni w całej Polsce. Liczę, że pod koniec mojej kadencji bank będzie w gronie najlepszych banków centralnych w Europie. Taki mam cel.