To nie żarty. Spece z Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej uznali, że renty z tytułu niezdolności do pracy są w naszym kraju za wysokie. A do takiego wniosku doszli, kiedy okazało się, że emerytury są im niemal równe.

I natychmiast wzięli się za liczenie, jakby to zmienić. Bo, jak tłumaczy w "Gazecie Prawnej" Jeremi Mordasewicz z Rady Nadzorczej ZUS, który świadczenia te oblicza i wypłaca, nie może być tak, że człowiek haruje długie lata na emeryturę i okazuje się, że dostaje jej tyle, co taki, który rozchorował się, nim uzyskał do niej prawo.

Ale zamiast podnieść emeryturę, postanowiono obniżyć rentę. O ile? To się okaże, bo pierwsze wypłaty mają ruszyć w 2009 roku. Wiadomo, że naliczane będą na podstawie kapitału, jaki do czasu, kiedy przechodzimy na rentę, zgromadziliśmy na koncie... emerytalnym. Czyli wysokość świadczenia przyznawanego dlatego, że choroba nie pozwala na pracę, będzie uzależniona przede wszystkim od czasu, jaki przepracowaliśmy, i pensji, od której płacono składkę emerytalną.