Gruzja ma ropociągi zdolne do transportu ropy z regionu Morza Kaspijskiego i Azji Środkowej. Polska zabiega o dywersyfikację dostaw energii i chciałaby, by docierała do nas kaspijska ropa, omijając Rosję.

O tym, jak ważny jest to projekt, świadczy zainteresowanie nim Moskwy. „Warszawie potrzebna jest kaspijska ropa, która przez Gruzję i Ukrainę ma być transportowana do Polski" - ostrzegała „Niezawisimaja Gazieta”. Kreml potraktował starania Polski bardzo poważnie. Prezydent Polski jeszcze nie zdążył wrócić z Kazachstanu, a już pojawił się tam premier Rosji Michaił Fradkow. Rosja nie chce dopuścić do realizacji projektu, który zgłasza Polska. W Kazachstanie prawie im się to udało. "Do projektu ropociągu Odessa-Brody-Gdańsk należy obowiązkowo włączyć Rosję" - mówił prezydent tego kraju Nursułtan Nazarbajew.

Jednak w Tbilisi kremlowskim politykom trudniej będzie deptać po piętach polskiego prezydenta. Gruzini doskonale wiedzą, do czego mogą posunąć się Rosjanie. Sami nie ulegli szantażowi energetycznemu Moskwy, lecz znaleźli alternatywne źródło dostaw gazu ziemnego z Azerbejdżanu i Turcji. Także z nami są skłonni współpracować.

Polska chce wykorzystać ropociąg przebiegający przez Gruzję z Baku do Supsy nad Morzem Czarnym. I wszystko wskazuje na to, że Gruzini nie będą w tym przeszkadzać, tym bardziej że Tbilisi zmieniło opinię na temat Warszawy. "Początkowo Saakaszwili głównego sojusznika widział w USA" - tłumaczy jeden z polityków PiS. Według niego Polska i inne kraje regionu Europy Środkowo-Wschodniej dla prezydenta Gruzji były „po prostu byłymi krajami postsowieckimi - nie ufał im”. "Teraz przekona się, że Warszawa to bliski sojusznik Waszyngtonu i twardy gracz wobec Rosji, dlatego chce z nami robić interesy" - ocenia rozmówca DZIENNIKA. Niewiele brakowało, a wizyta Lecha Kaczyńskiego miałaby niemal rodzinny charakter. Polski prezydent to niedoszły ojciec chrzestny syna prezydenta Gruzji Michaila Saakaszwilego.

Na chrzciny i obchody 15. rocznicy niepodległości Gruzji Lech Kaczyński miał lecieć jesienią ubiegłego roku. "Udział prezydenta obcego państwa w ceremonii chrztu syna innego przywódcy to obyczaj nieznany w Europie" - przyznaje jeden z polityków PiS. Ale Gruzji na tym zależało. Lech Kaczyński miał podawać do chrztu syna Saakaszwilego wraz z prezydentem Ukrainy Wiktorem Juszczenko. Na przeszkodzie stanęła tragedia w Halembie. Polski prezydent odwołał swoją wizytę i syna Saakaszwilego do chrztu podawał tylko Juszczenko - czytamy w DZIENNIKU.