Adam Woźniak: Pański poprzednik, minister Paweł Poncyljusz nie dogadał się z górniczymi związkami w sprawie przyszłości branży. Jakiego asa wyciągnie pan z rękawa podczas rozmów, które zostaną wznowione w przyszłym tygodniu?
Krzysztof Tchórzewski: Nie będą to łatwe negocjacje, bo związki zgłosiły do rządowego projektu strategii dla branży wiele zastrzeżeń. Mam jednak nadzieję na przełamanie impasu. Sam byłem związkowcem i wiele razy mediatorem.

Będzie pan bardziej ugodowy? Mniej twardy niż minister Poncyljusz? Bo tylko wtedy związkowcy pana zaakceptują.
Nie o to chodzi. Uważam jednak, że lepiej potrafię zrozumieć partnera. Tym bardziej, że praca nad strategią wciąż trwa i jest okazja, by tam, gdzie tylko można, przekonywać załogi do kapitałowej prywatyzacji poprzez giełdę. Jest na to dobry moment, bo prognozy Międzynarodowej Agencji Energetycznej zakładają, że zapotrzebowanie na węgiel w ciągu najbliższych 30 lat nie spadnie.

Ale prywatyzację już planowano dwa lata temu. Katowicki Holding Węglowy miał nawet wybranych inwestorów. I rząd się wycofał.
Bo miał złe doświadczenia, gdy taki proces zaczyna się od inwestorów strategicznych mających przecież różne cele. Ja będę dążył do prywatyzacji poprzez emisję akcji na giełdzie.

Ale koniunktura jest coraz gorsza, bo zyski spółek spadają. Kompania Węglowa już zimą, gdy zwykle sporo zarabia, zaczęła dopłacać do tony węgla 68 groszy. Czy to nie zniechęci do kupna akcji?
Tego się nie obawiam, bo sprzedając akcje na giełdzie, wprowadzamy do górnictwa nową jakość. To będą już spółki publiczne, lepiej kontrolowane, z uporządkowanym systemem zarządzania. Będą miały znacznie szersze pole do działania, a tym samym lepsze perspektywy.

Pomówmy więc o terminach. Kiedy zacznie się sprzedaż akcji?
Powinno się to odbyć jak najszybciej, ale żadnych działań nie będziemy wymuszać. Myślę, że przygotowania do prywatyzacji można rozpocząć już w tym roku. Ale sukces przyjdzie tylko wtedy, gdy wszyscy w niego uwierzą, przede wszystkim załogi oraz kierownictwo kopalń.

To już teraz można założyć, że go nie będzie. Sondaże robione w kopalniach pokazują, że ponad 95 proc. górników nie chce prywatyzacji. Jak ich pan przekona?
Mam w tym doświadczenie. Na początku lat 90. jako były wojewoda siedlecki namówiłem do komercjalizacji i prywatyzacji załogę państwowych zakładów mięsnych w Sokołowie. Pracownicy bardzo dobrze na tym wyszli.
Do tej pory to zawsze rząd ustępował przed górnikami, bo się ich bał. Dlaczego teraz miałby ich przekonać do czegoś, czego nie chcą?
Bo do kopalń nie da się już dopłacać. Kończy nam się możliwość pomocy publicznej dla górnictwa. Związki zaczynają sobie zdawać z tego sprawę, co znaczy, że myślą o przyszłości.
Ale boją się zwolnień. Czy kopalnie zredukują zatrudnienie?
Poza naturalnymi odejściami nie widzę takiej potrzeby w najbliższych kilku latach.

Krzysztof Tchórzewski od 2 marca jest sekretarzem stanu w Ministerstwie Gospodarki