Nieważne, gdzie się ubezpieczamy. Ważne, żeby było tanio - tak myśli wielu z nas, zwłaszcza jeśli wykupuje jedynie obowiązkowe ubezpieczenie OC samochodu. Właściciel z tego i tak nic nie ma, bo z tej polisy odszkodowanie należy się tylko temu, komu wyrządził krzywdę. A warunki, które musi spełniać ubezpieczyciel, reguluje ustawa. Wszystko więc jedno, komu powierzamy swoje auto.

I tu jest kłopot. Bo małe i nowe firmy, mające niższe stawki niż duzi, silniejsi konkurenci, zawierają coraz więcej umów z ludźmi. Ale w związku z tym coraz więcej też muszą wypłacać pieniędzy, jeśli ich klienci np. spowodują stłuczkę czy wjadą sąsiadowi w płot. Ze statystyk Polskiej Izby Ubezpieczeń wynika, że dołożyły już do swej popularności 660 mln zł, a to dopiero początek, bo kampanie reklamowe trwają i klientów przybywa - zauważa "Puls biznesu".

Lepiej byłoby pewnie, gdyby zaufali im także poważniejsi klienci, mający na polisie nie tylko OC, ale też droższe AC od kradzieży czy włamania, ochronę domu czy innych rzeczy. Ci jednak nieprędko zdecydują się cały swój majątek powierzyć w ręce nowej firmy. Najpierw poczekają, jak będzie sobie radzić z wypłatami dla innych, i przeliczą dokładnie, czy opłaca się tracić zniżki, które sobie wypracowali w firmie, w której mają polisę.

Nic więc dziwnego, że małe firmy robią, co w ich mocy, by ograniczać wypłaty odszkodowań, i oszczędzają, gdzie mogą. Bo były już takie, które mimo licznej rzeszy klientów musiały ogłosić bankructwo...