Rosyjska prasa aż kipi od doniesień o wizycie Lecha Kaczyńskiego w Kazachstanie. Pisze oczywiście, że choć bardzo chcielibyśmy uniezależnić się od rosyjskiej ropy, nie mamy na to szans. Dziennik "Wremia Nowostiej" donosi w sensacyjnym tonie, że rozmowy na ten temat trwają od 2000 roku i wciąż nic z nich nie wynika.

Tymczasem rzeczywistość wygląda inaczej. Prawdą jest, że staramy się odciąć od kaprysów Rosji i zapewnić sobie innych dostawców ropy oraz gazu. Ale to nieprawda, że z rozmów w Kazachstanie nic nie wynika. Przeciwnie -jesteśmy coraz bliżej podpisania konkretnych umów.

Już w maju w Warszawie ma się odbyć specjalny szczyt, poświęcony dostawom ropy. Udział wezmą w nim przedstawiciele Kazachstanu, Azerbejdżanu, Gruzji i Ukrainy - krajów, przez które surowiec ten miałby do nas płynąć. Czym? Ropociągiem Odessa-Brody, który ma być przedłużony przez Płock do Gdańska. Dzięki temu rafinerie w tych miastach będą miały surowiec do produkcji paliw.

Dyskusje być może zmienią się w konkretne umowy właśnie po majowych negocjacjach. Nasz prezydent przygotowuje teraz w Kazachstanie grunt pod te rozmowy. Prezydent Ukrainy Wiktor Juszczenko już wiele tygodni temu zapewniał, że jego kraj także bardzo chce współpracy z nami i budowy wielkiej rury. Kijowowi też zależy na tym, by uniezależnić się od kapryśnych wschodnich sąsiadów, którzy uwielbiają przykręcać kurki. Dlatego Ukraińcy także wiele spodziewają się po wizycie w Warszawie.