Polski system podatkowy to fikcja. Fiskus ściga przeciętnego Kowalskiego za kilkaset złotych, jakich nie dopłacił, rozliczając PIT, ale wobec firmy, która zalega mu grube tysiące, jest bezradny. Jak podkreśla "Gazeta Prawna", nie wiadomo nawet dokładnie, ile pieniędzy przedsiębiorcy są winni Skarbowi Państwa.

Z szacunkowych wyliczeń wynika, że z podatkami zalega około 3,5 tysiąca firm - i tych małych, których nie stać na zapłacenie, i tych wielkich, które po prostu z uregulowaniem należności się nie kwapią. Wiele długów ciągnie się od 2003 roku i nikt nie jest w stanie ich wyegzekwować.

Niespłaconych wobec fiskusa zobowiązań, wraz z odsetkami, jest ok. 17 miliardów złotych. Wielu dłużników do zwrotu pieniędzy zostało już zobowiązanych przez sądy, ale wyroki niczego nie zmieniły. Bo biznesmeni dobrze wiedzą, jak unikać płacenia. Jedni występują o odroczenie płatności, uzasadniając to finansowymi kłopotami. Inni przepisują majątki na krewnych, z których komornik już nie jest w stanie zedrzeć ani grosza.

Fiskus jest bezsilny. Teoretycznie ma mu pomóc nowa ordynacja podatkowa, przygotowywana w resorcie finansów. Wynika z niej, że nim urząd skarbowy zgodzi się na odroczenie płatności podatku lub rozłożenie go na raty, będzie musiał w każdej sprawie występować o pozwolenie do Ministerstwa Finansów. Ale fachowcy twierdzą, że w praktyce niewiele to zmieni. Bo od samych przepisów pieniędzy nie przybędzie, a przedsiębiorcy jest wszystko jedno, kto wydaje zgodę na niepłacenie. Najważniejsze, że nie trzeba tego robić.