Jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze. I to wielkie. Bo nie jest tajemnicą, że Airbus i Boeing, dwa gigantyczne koncerny produkujące samoloty, od dawna walczą ze sobą o klientów. Teraz do tej walki zaprzęgły urzędników najwyższych szczebli: Boeinga wspierają USA, Airbusa - Unia, bo na ich terytoriach produkują i do ich kiesy odprowadzają gigantyczne podatki.

Wojnę na przepisy rozpętały Stany Zjednoczone. Skierowały do sądu Światowej Organizacji Handlu (WTO), rozstrzygającego największe międzynarodowe spory gospodarcze, sprawę przeciw UE. Zarzucają jej, że - niezgodnie ze swymi przepisami - finansuje rozwój Airbusa.

Na odpowiedź długo czekać nie było trzeba. Komisja Europejska odgryzła się właśnie pozwem przeciw USA, oskarżając je o bezprawne dotowanie Boeinga. Co ciekawe, obie sprawy toczyć się będą równolegle i nie mogą mieć na siebie nawzajem żadnego wpływu, bo zabraniają tego przepisy.

Jedno jest pewne - jeśli któryś z producentów przegra, może oznaczać to jego koniec. Bo jeśli sąd WTO uzna, że któraś z firm nielegalnie brała pieniądze z narodowych budżetów, nakaże ich zwrot. Do tego dołoży jeszcze potężną karę. A ani Boeing, ani Airbus pozwolić sobie na to nie mogą. Bo coraz trudniej znaleźć im wielkich kontrahentów, którzy zapewniliby im dostatnią przyszłość i pełne portfele.