Choć od ubiegłego roku każdy niepotrzebny sprzęt powinien trafiać do sklepu z elektroniką lub specjalnego punktu zbiórki, Polacy wciąż notorycznie łamią prawo i wyrzucają go na śmietnik. W efekcie, kiedy inne kraje europejskie mogą pochwalić się kilkoma lub nawet kilkunastoma kilogramami odzyskanych elektrośmieci na jednego mieszkańca, my uzyskujemy rocznie zaledwie kilkadziesiąt gramów. Jeśli Bruksela zobaczy, że Polska nie robi niemal nic, by dostosować się do unijnej dyrektywy poświęconej recyklingowi sprzętu RTV i AGD, nałoży na nas ogromne kary.

Jak nieoficjalnie dowiedział się DZIENNIK, mogą one wynieść grubo ponad 100 mln euro, a nawet dojść do kilkuset milionów. Najgorsze w tej wiadomości jest jednak to, że pieniądze zostaną zabrane nam z unijnych dotacji przeznaczonych na ochronę środowiska. Wtedy polski rząd, aby zrealizować konieczne inwestycje proekologiczne, będzie musiał sięgnąć do pieniędzy z budżetu. W efekcie za zaniedbania resortu środowiska będą musieli zapłacić wszyscy Polacy.

Niestety, nawet jeśli uda nam się uniknąć unijnych kar, i tak nie obejdzie się bez sięgania do kieszeni konsumentów. A to dlatego, że konieczne jest błyskawiczne sfinansowanie dotychczasowych zaległości. "Teraz opłata recyklingowa w praktyce nie istnieje, bo brakuje caego systemu odzysku. Gdy jednak będziemy musieli go naprawdę szybko stworzyć, to opłata ponoszona np. przy zakupie lodówki wyniesie powyżej 50 zł" - wyjaśnia ekspert sejmowej Komisji Ochrony Środowiska, prof. Andrzej Kraszewski z Politechniki Warszawskiej.