To fakt, że Play zaoferował nieco niższe ceny niż inni operatorzy. Spółka P4, która jest właścicielem marki, chwali się, że stawki ma niższe aż o 35 proc. Problem tylko w tym, że startery trzeba kupować po 30 zł, a zasięg Play pokrywa na razie jedynie 20 proc. populacji kraju (firma P4 postawiła jak dotąd nadajniki tylko w największych miastach). Play ma jednakową opłatę za minutę połączenia do wszystkich operatorów - 0,49 zł brutto. A za SMS-y i MMS-y pobiera taką samą kwotę - 0,15 zł brutto.

Krzysztof Kaczmarczyk, analityk Deutsche Banku, wyliczył, że Play zaoferował ceny niższe o około 30 proc. Jednak dodaje, że jeśli weźmie się pod uwagę promocje, które ciągle oferują inni operatorzy, różnica ta kurczy się do jedynie 10 proc. "Awangardowy wygląd marki nie trafi do masowych odbiorców" - twierdzi Kaczmarczyk.

Jaki to może mieć wpływ na ceny na rynku? Ogromny. Bo im mniej klientów będzie miał nowy operator, tym większe będzie ponosił straty. A te trzeba będzie jakoś pokrywać. Zapewne wyższymi opłatami za usługi. Ponadto, jeśli Play nie osłabi znacznie pozycji Orange, Ery i Plusa, to operatorzy ci nie będą chcieli przyciągać do siebie klientów ekstrapromocjami.

Jednak P4 ma ambitne plany. Do końca roku chce zdobyć 500 tys. klientów (ok. 5 proc. rynku). Na razie usługi można kupić w jego 60 własnych punktach sprzedaży oraz w pięciu tys. obcych (do końca tygodnia liczba ta ma wzrosnąć do 50 tys.). Spółka liczy, że do końca przyszłego roku swoją siecią pokryje 50 proc. populacji kraju.