W lipcu ubiegłego roku weszły w życie nowe przepisy o udzielaniu kredytów w walutach obcych. Ci, którzy już je załatwiali, spieszyli się, by podpisać umowę jeszcze na starych zasadach. Ci, którzy dopiero planowali pożyczkę, drżeli ze strachu, czy ją dostaną. Bo jednym z głównych zaleceń było wyliczenie od nowa zdolności kredytowej klienta. By dostać tyle samo, co przed zmianą, musiał po prostu zarabiać więcej.

Teraz okazuje się, że - jak pisze "Rzeczpospolita" - nowe prawo nie zdziałało cudów. Owszem, zaostrzono przepisy, ale nie wszystkie. Banki nie zdążyły ich wdrożyć. Mają takie same problemy ze ściąganiem swoich pieniędzy od klientów, jak wcześniej.

Powód? Bankowcy dobrze wiedzą, że jeśli za bardzo będą cisnąć osobę chcącą zaciągnąć u nich kredyt, w końcu pójdzie ona do konkurencji. Zwłaszcza jeśli potrzebuje dużej kwoty na budowę domu czy kupno mieszkania. Ale czy nie lepiej by było, gdyby mieli mniej klientów, ale jednak rzetelnie płacących co miesiąc raty? To właśnie ma ustalić Generalny Inspektor Nadzoru Bankowego.

Wtedy dopiero okaże się, co naprawdę powoduje, że są problemy z odzyskaniem kredytów.