Na akcjach zarabia się wtedy, kiedy uda się je sprzedać z zyskiem, czyli po cenie wyższej niż kupna. O taką cenę dzisiaj trudno. Bo już wczoraj warszawska giełda zamknęła się spadkiem, dzisiaj otworzyła z podobnym wynikiem. Czyli - sprzedając akcje można do tego interesu co najwyżej dołożyć.

Powodem jest fatalna sytuacja na amerykańskich rynkach akcji. Dolar traci w stosunku do jena jak szalony. To znaczy, że spada wartość spółek notowanych w dolarach na giełdach za oceanem. Czyli - inwestorzy na nich tracą, a giełdy - za sprawą międzynarodowych firm na nich istniejących - mają na siebie wpływ. Gdy na jednej jest panika, druga natychmiast zaczyna zachowywać się podobnie.

Opcje są dwie - czekać, czy kursy firmy, której akcje kupiliśmy, wzrosną i wtedy sprzedać swe udziały. Lub sprzedać czym prędzej, póki nie straciliśmy wszystkiego, co mamy, bo na lepsze czasy nie ma co liczyć. Wielu inwestorów, jak twierdzą ekonomiści, stoi przed tym trudnym wyborem. Na razie... czekają.

Optymiści uważają, że dzisiaj na giełdzie będzie lepiej. To znaczy - stabilniej. Może nie ma co spodziewać się, że nagle zarobimy krocie, ale przynajmniej nie stracimy dorobku życia. Z giełdą tak to już jest - to taki hazard, w którym w jeden dzień z milionera można stać się bankrutem i odwrotnie - zarobić majątek, o jakim nam się nie śniło. Pod warunkiem, że wie się, kiedy kupić i kiedy sprzedać.