Kontrole stacji sprzedających autogaz miały ruszyć na początku stycznia, ale dopiero pod koniec marca będzie gotowe ostatnie z trzech potrzebnych do tego celu rozporządzeń. Kontrole są konieczne, bo na ok. jednej trzeciej stacji sprzedaje się autogaz złej jakości. "Kontrole uporządkują rynek. Niewykluczone, że zmienią jego strukturę" - zapowiada Szymon Araszkiewicz, analityk portalu e-petrol.pl zajmującego się monitoringiem branży.

To może oznaczać, że część najtańszego, a zarazem najgorszej jakości paliwa sprowadzanego ze Wschodu zostanie profilaktycznie wycofana ze sprzedaży, by nie podpaść inspekcji handlowej. W takiej sytuacji kierowcy będą tankować bezpieczniej, ale jednocześnie drożej, bo tanie choć kiepskie paliwo wymuszało większą konkurencyjność na rynku.

Drogie magazyny
Jednak podwyżki spowodowane kontrolami to nic w porównaniu z tym, co przyniesie obowiązek tworzenia zapasów paliw. Producenci i hurtownicy będą musieli budować kosztowne zbiorniki (stosunkowo niewielki pojemnik na 100 ton gazu kosztuje ponad 0,5 mln zł). Do tworzenia rezerw LPG zmusza ich podpisana w piątek przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego ustawa o strategicznych zapasach paliw.
Firmy gazowe twierdzą, że muszą podnosić cenę LPG, bo wydadzą na przygotowanie rezerw grube miliony. Średnio jeden hurtownik sprzedaje 10 tys. ton autogazu miesięcznie, choć są i takie firmy, których obroty sięgają 60 tys. ton. Część sprzedawców już teraz zapowiada, że wycofa się z branży. Z kolei droższy autogaz sprawi, że montowanie instalacji pozwalających oszczędzać na benzynie droższej o połowę od LPG stanie się nieopłacalne. W tej chwili jeździ na nim prawie 2 mln kierowców. Eksperci prognozują, że rynek autogazu mocno podupadnie. "W ciągu kilku lat zużycie LPG może spaść o połowę, gdyż 60-groszowy wzrost ceny w chwili osiągnięcia pełnych rezerw zniechęci kierowców do tego paliwa" - ostrzega Andrzej Kuźniewski, analityk gazu płynnego z PKN Orlen. W zeszłym roku sprzedano w Polsce 1,86 mln ton autogazu.

Spadek jest realny, tym bardziej że rynek LPG już w ubiegłym roku gwałtownie wyhamował. O ile do 2005 r. sprzedaż autogazu zwiększała się o kilkanaście procent, o tyle w roku ubiegłym wzrosła już tylko o 4 proc. Powodem było m.in. zmniejszenie różnicy pomiędzy ceną benzyny a LPG, bo we wrześniu 2005 r. obniżono dla benzyny stawkę akcyzy. I choć 1 stycznia 2007 r. wróciła ona do poprzedniego poziomu, perspektywy dla LPG są nadal czarne. Zwłaszcza że znowu mówi się o podniesieniu akcyzy na autogaz.

Bezcenne bezpieczeństwo
Politycy, którzy przygotowali ustawę o zapasach paliw, twierdzą jednak, że jej skutki nie będą dla rynku drastyczne. W dodatku nowe przepisy są - ich zdaniem - konieczne, by poprawić bezpieczeństwo energetyczne kraju. "Efekt rozwiązań zabezpieczających nas przed niespodziewanym przerwaniem lub ograniczeniem dostaw jest niewspółmierny do kosztów wstrzymania dostaw" - twierdzi poseł PiS Maks Kraczkowski, przewodniczący sejmowej komisji gospodarki.

W podobny sposób wypowiada się Janusz Steinhoff, były wicepremier w rządzie Jerzego Buzka. Jego zdaniem ewentualne straty poniesione w wyniku braku paliwa są zdecydowanie większe niż koszty zabezpieczenia się przed tym. "Mamy do wyboru dwa wyjścia: albo zwiększymy zapasy państwowe, finansując je z kieszeni wszystkich podatników, albo przerzucimy koszty na dystrybutorów, a w konsekwencji na kupujących autogaz. To drugie wyjście jest lepsze" - twierdzi Steinhoff.

Negatywne dla rynku skutki wprowadzenia rezerw LPG ma także osłabić rozłożenie ich w czasie. W tym roku rezerwy hurtowników mają sięgnąć 3-dniowej wartości ich sprzedaży, w przyszłym 7-dniowej, a na osiągnięcie docelowego, 30-dniowego zapasu LPG jest czas do 2011 r.

Ale branża gazowa odpowiada: w tworzeniu takich rezerw jesteśmy w Unii Europejskiej wyjątkiem. Jeśli bowiem wszystkie kraje UE gromadzą zapasy ropy, benzyny i gazu ziemnego, to autogazem wcale się nie przejmują. "Ten rynek ma inny charakter. Nie jesteśmy uzależnieni od jednego dostawcy, więc rezerwy są niepotrzebne" - przekonuje Andrzej Olechowski, pełnomocnik Polskiej Organizacji Gazu Płynnego.

Zaniepokojona Unia
Dlatego część ekspertów ostrzega, że poprawianie bezpieczeństwa energetycznego, o ile w przypadku ropy, gazu ziemnego i benzyny jest całkowicie słuszne, o tyle w kwestii LPG może być wylewaniem dziecka z kąpielą. Uderza bowiem ostro w paliwo, które Unia Europejska promuje ze względów ekologicznych. Przykładem są działania rządu włoskiego, który przeznaczył 52 mln euro na dofinansowanie do instalacji gazowych. Podobna refundacja kosztów możliwa jest także w Wielkiej Brytanii. Z kolei we Francji wprowadzono zwolnienie z VAT od LPG dla taksówek i autobusów miejskich, a korzystne dla autogazu regulacje podatkowe w Niemczech doprowadziły tam w ubiegłym roku do podwojenia liczby stacji sprzedających to paliwo. "Unia dąży do redukcji dwutlenku węgla, a pojazdy napędzane gazem emitują go mniej niż benzynowe" - wyjaśnia Tomasz Chmal, ekspert Instytutu Sobieskiego.

Z tego powodu możemy mieć kłopoty. "Unia Europejska promuje alternatywne paliwa, w tym LPG. Mamy nadzieję, że polskie prawo regulujące handel autogazem jest zgodne z duchem unijnej polityki" - mówi Ferran Tarradellas Espuny, rzecznik komisarza UE ds. energii Andrisa Piebalgsa.

W tej sytuacji nie można wykluczyć, że po ekologicznej awanturze z budową obwodnicy przez chronione tereny Doliny Rospudy będziemy mieć kolejne kłopoty.