Władze Unii Europejskiej już zapowiedziały, że zrobią wszystko, by zahamować postępujące ocieplenie klimatu i ograniczyć emisję szkodliwych związków – których większość emitują elektrownie. Ograniczenie będzie możliwe tylko wtedy, kiedy obywatele unijnych państw zaczną korzystać z energooszczędnych urządzeń - pisze "Fakt". Dlatego już za dwa lata Komisja UE ogłosi, że powinniśmy wymienić w naszych domach żarówki: te zwykłe trzeba będzie wykręcić i wkręcić w ich miejsce żarówki energooszczędne.

Każdemu leży na sercu dobro naszej planety i to, by oddalić wiszące nad ziemią widmo globalnego ocieplenia, ale Polacy są tej sytuacji, że liczą każdy grosz, nim go wydadzą – a kupując energooszczędne żarówki, pralki czy lodówki, tych groszy trzeba wydać więcej niż na zakup "zwykłych” urządzeń.

Zwolennicy urządzeń oszczędnych używają argumentów, że te w czasie pracy zużywają mniej energii, więc za jedno pranie, oświetlanie salonu przez wieczór czy zamrożenie wałówki zapłacimy mniej. W przypadku żarówek oszczędności mogą być znaczne, bo energooszczędna pobiera pięć razy mniej prądu, by świecić z taką samą jasnością. Zakup droższych, choć oszczędnych, zwróci się po pół roku, ale w przypadku lodówek czy pralek trzeba czekać lata.