Mało prawdopodobne, by składki emerytalne, gromadzone przez ok. 12 mln Polaków w OFE (tzw. II filar), przeszły w ręce Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Jak pisze "Gazeta Wyborcza", temu pomysłowi minister pracy Anny Kalaty przeciwstawia się Ludwik Dorn. Polityk kieruje rządowym zespołem mającym uradzić, w jaki sposób i przez kogo wypłacane będą nasze emerytury, gromadzone na kontach prywatnych funduszy. Eksperci mają rozpocząć obrady jeszcze dziś. Czasu jest mało, bo wypłaty z OFE powinny ruszyć w 2009 roku, a wciąż nie wiadomo, kto i jak miałby to robić.

Pomysł rządu jest taki: składki emerytalne z II filara zostaną w prywatnych firmach. Te będą je inwestować i na nich zarabiać. Kiedy osoba wpłacająca tam co miesiąc 7 proc. swojej pensji osiągnie wiek emerytalny, sama zdecyduje, z jakiej firmy chciałaby otrzymywać świadczenie. Podpisze z nią specjalną umowę, na mocy której wszystkie dotychczas zgromadzone w OFE składki zostaną przelane do tej firmy i do końca życia będą nam z niej wypłacane.

Jakie firmy będziemy mieli do wyboru? Tego jeszcze nie wiadomo. Ale wiadomo, że obok prywatnych będzie też państwowy ZUS. Każdy będzie mógł go wybrać albo nie, jeśli dłużej z tą instytucją nie chce mieć nic wspólnego. Jego obecność ma spowodować, że będą niższe prowizje za obsługę naszych kont - ZUS bierze 3 proc., a jest obawa, że prywatni mogliby wywindować stawki do 8 procent.

Niezależnie jednak od tego, komu na starość powierzymy nasze pieniądze, samą wypłatą zajmie się ZUS. Tak będzie najłatwiej, najtaniej i najsprawniej, bo ma on już przecież przygotowany i działający cały skomplikowany system, który się tym zajmuje i dzięki któremu dziś otrzymujemy emerytury.