Nasz rząd stanie przed nie lada problemem: w ciągu pół roku, czyli do 27 sierpnia, musi przedstawić władzom UE plan obniżenia deficytu. Zadanie nie jest łatwe: Bruksela domaga się zredukowania go do 2,9 proc. PKB. Tymczasem, według rządowych planów, miał on wynosić 3,4 proc. PKB. W praktyce oznacza to, że jeszcze w 2007 r. trzeba będzie zmniejszyć wydatki albo podwyższyć dochody państwa i to o niebagatelną kwotę 5 - 7 mld zł. To może być trudne, zwłaszcza że stale rosną koszty spłaty długów budżetowych.

"Rząd powinien dokonać przeglądu wydatków socjalnych i zreformować Kasę Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego (KRUS)" - twierdzi Łukasz Tarnawa, ekonomista PKO BP. Jednak, jego zdaniem, bardziej realnym scenariuszem, choć niebezpiecznym dla rynku pracy, byłaby rezygnacja z zapowiedzianej redukcji tzw. klina podatkowego, czyli obniżki składki rentowej. Rząd zapowiadał w ostatnich dniach, że stanie się to już na początku lipca. I raczej nie wycofa się z tej propozycji, bo stała się ona ostatnio sztandarowym hasłem reformy dotyczącej obniżenia kosztów pracy w Polsce.

Tymczasem to właśnie podjęcie reform może przekonać Komisję Europejską, by nie żądała od nas przyspieszonej redukcji deficytu budżetowego. "Komisja może odpuścić naciski na nasz kraj, o ile rzeczywiście zaczniemy wprowadzać reformę finansów publicznych. Jednak minister Zyta Gilowska po raz kolejny zapowiada te zmiany, ale na razie nie widać ich realizacji" ocenia Marek Zuber, ekonomista domu maklerskiego IDM SA.