Tym, co przyciąga inwestorów do kraju rządzonego przez Łukaszenkę, są wolne strefy ekonomiczne. Przedsiębiorcy mówią o nich jako o enklawach swobody gospodarczej w kraju, który jest jej zupełnie pozbawiony. Stref jest zaledwie sześć, ale funkcjonuje w nich już 300 przedsiębiorstw, m.in. z USA, Wielkiej Brytanii, Niemiec, Francji i Danii. Obecni są w nich tacy potentaci jak Phillips, Henkel, Jokey Plastics, Caparol czy Schwartau. W 2006 r. w strefach zainwestowano ponad 300 mln dol., tworząc w sumie prawie 30 tys. nowych miejsc pracy.

Najbardziej dynamiczną, a zarazem najmłodszą białoruską strefą jest Grodnoinvest. W zeszłym roku przyciągnęła ona niemal 22 mln dol. nowych zagranicznych inwestycji. Tym samym zanotowała rekordowe tempo wzrostu - 179 proc. w stosunku do 2005 r. Na jej obszarze działa m.in. polska spółka giełdowa Mispol, która produkuje tam konserwy mięsne i pasztety. Mispol zainwestował już za Bugiem 3,6 mln dol. Jeszcze do końca tego roku zamierza wydać kolejny milion dolarów na rozbudowę magazynu i budowę kolejnych linii produkcyjnych.

Od czterech lat w Grodnie inwestuje też m.in. łomżyński producent stolarki okiennej Terrazyt. Cztery lata temu, gdy administracja Łukaszenki wprowadzila cła zaporowe na import z Polski, firma przeniosła część swojej produkcji właśnie do grodzieńskiej strefy ekonomicznej. Wiadomo też, że niedługo w strefie Grodnoinvest zakłady wybuduje też przynajmniej jedna duża polska firma z branży budowlanej, która finalizuje właśnie rozmowy na ten temat.