Orban obliczył, że aż 11 proc. europejskich firm eksportowych traci szanse na lukratywne kontrakty, bo ani ich szefowie, ani pracownicy nie znają dobrze języków obcych. Gdyby znali, mogliby negocjować lepsze warunki umów. Czasami, kalecząc obcą mowę, odstraszają wręcz zagranicznych kontrahentów, bo ci mają ich za niepoważnych partnerów w biznesie.

Komisarz przedstawił raport, z którego wynika, że europejskie firmy - licząc łącznie - tracą grube miliardy euro rocznie na nieznajomości języków obcych. To dlatego, według Orbana, ponad połowa europejskich przedsiębiorców będzie chciała w najbliższych trzech latach zatrudniać poliglotów. Najbardziej poszukiwani będą oczywiście ludzie znający język angielski (tak mówi 25 proc. ankietowanych firm). Na mówiących po niemiecku będzie polowało 18 proc. firm, po francusku - 13 proc., a po rosyjsku - 11 proc.

Zapotrzebowanie na język polski zgłasza - według raportu - tylko 2,57 proc. europejskich przedsiębiorców. Ale to ma się zmienić. Bo, zdaniem Komisji Europejskiej, w Europie Wschodniej to polski, obok rosyjskiego i niemieckiego, ma być podstawowym językiem biznesowym.