Nowe prawo bankowe chroni przede wszystkim interesy banków, a nie klientów. Bo na tych, którzy kredyty biorą, zastawiono więcej pułapek. W dodatku Twoje dane będą mogły hulać w systemach bankowych, nawet jak nie wyrazisz zgody na to, by je przetwarzano.

Najcięższe czasy nadchodzą dla tych, którym zdarzyło się lub się zdarzy spóźnić ze spłatą raty. Wystarczą dwa miesiące opóźnienia, a już bank będzie mógł trzymać informacje o Tobie, jako nierzetelnym kliencie, nawet przez 12 lat. Po co? By w przyszłości nie dać Ci kredytu albo podwyższyć oprocentowanie. I nieważne, że w końcu spłacisz wszystko co do grosza, a spóźniłeś się, bo np. straciłeś pracę.

Teraz jesteś w Biurze Informacji Kredytowej, ale tam Twoje dane będą dostępne tylko do 5 lat po spłacie kredytu. Potem kartoteka się oczyści.

Kolejna zmiana też najlepsza nie jest. Posłowie są dumni, że zmusili banki do odpowiedzi na pytanie, dlaczego kredytu odmówiły, bo dotąd zwykle jej unikały. Teraz muszą udzielić takiej informacji każdemu, kto o to poprosi, ale... za opłatą. Wysokość stawki za odpowiedź, choć dokładnie ustalona nie została, zależeć ma od wysokości kredytu.

Posłowie zmiany w prawie bankowym przyjęli bez żadnych poprawek. Tłumaczą, że to dobre prawo, bo pomaga bankom zbierać rzetelną informację o klientach. Ale o samych klientach jakby zapomnieli.