Niejeden z nas pewnie przecierał oczy ze zdumienia, widząc w sklepie zoologicznym czy choćby na „zwierzęcym” stoisku w supermarkecie wędzone czy suszone penisy w foliowych torebkach. Te części wołów to prawdziwe przysmaki dla naszych czworonożnych przyjaciół. Penisy, zamrożone tuż po odcięciu od rozbieranego na mięso wołu, masowo importowaliśmy z Białorusi. Bo były tam o wiele tańsze niż nasze.

Ale odkąd jesteśmy w Unii, nie możemy już tego robić. To wbrew dyrektywie Wspólnoty, dotyczącej sprowadzania spoza jej granic mięsa i elementów ubocznych powstałych przy uboju zwierząt. I tak okazuje się, że na karmę czy przysmaki dla zwierząt można z Białorusi przywozić jedynie mięso dowolnego gatunku albo... całe byczki. Ale kupowanie wielkiego zwierzęcia po to tylko, by odciąć mu przyrodzenie na przekąskę dla pieska byłoby nieopłacalne.

Najdziwniejsze jest jednak to, że sprawa wyszła na jaw dopiero teraz, choć wkrótce miną trzy lata naszej przynależności do Wspólnoty. Główny Inspektorat Weterynarii dopiero kilka dni temu wydał specjalne oświadczenie, bo importerzy "rarytasu" wciąż pytali, czy mogą dalej go sprowadzać od naszych wschodnich sąsiadów, czy nie. Przestudiowano więc dokładnie przepisy i uznano, że nie wolno.

Teraz więc nasze ciapki chrupać będą najwyżej suszone czy wędzone świńskie uszy. A jeśli już koniecznie będziemy chcieli uradować je wołowym przyrodzeniem, zapłacimy za nie prawdopodobniej więcej niż ok. 3 zł, jak dziś.