Cała Polska w napięciu czeka, kto zostanie nowym prezesem PKO BP. I nawet ci, którzy zwykle nie interesują się zmianami w zarządach banków czy jakichkolwiek innych firm, z zaciekawieniem śledzą prasowe doniesienia. Bo jednym z kandydatów jest były premier Kazimierz Marcinkiewicz, który po błyskotliwej, choć krótkiej, karierze w rządzie usiłuje równie efektownie zapewnić sobie dobrą posadę.

A jak wszystkich coś interesuje, natychmiast pojawiają się plotki. Były już takie, że były szef rządu będzie rządził PKN Orlen. Nie sprawdziły się, za to potwierdzać zaczęły się kolejne, że jednak będzie stał na czele PKO BP. I rzeczywiście - złożył swą ofertę, został kilka dni temu przesłuchany przez komisję sprawdzającą wiedzę kandydatów. Ale nie zachwycił jej zbytnio, dlatego ponoć, jak się teraz mówi, wcale w fotelu prezesa banku nie zasiądzie. W ogóle nie będzie ekonomistą, choć wcześniej bardzo tego chciał.

Najnowsze informacje, które lotem błyskawicy obiegają kraj, są takie, że jednak będzie on w koncernie paliwowym, ale nie PKN Orlen, a Lotosie. Podobno czeka już tam na niego gabinet. Czy tak się stanie? Nic nie wiadomo na pewno. Bank miał wybrać nowego prezesa o 11.00. Jednak już wiadomo, że wybór nie jest łatwy - decyzja ma zapaść wieczorem. Ale bank... wcale nie musi podawać jego nazwiska. Bo po prostu może uznać, że żadna z osób, które się zgłosiły, idealna na ten stołek nie jest. I prezesa nie wybierze.

Nie jest też przesądzone, że jeśli nie zostanie nim Marcinkiewicz, to od razu wskoczy na intratną posadę do Lotosu. Sam zainteresowany milczy jak grób. Jeszcze niedawno tłumaczył dziennikarzom, że jako premier był niemal na każde ich zawołanie, bo pełnił funkcję publiczną. A teraz jest osobą prywatna i wypowiadać się do gazet, radia czy telewizji nie ma ochoty.

Bank też milczy, bo nie może ujawnić stanowiska komisji przed czasem. A Lotos nie ma żadnego interesu w tym, by wyskakiwać przed orkiestrę i chwalić się swymi planami. Wiadomo, póki nic na papierze zapisane nie jest i nieprzypieczętowane podpisami wszystkich zainteresowanych, lepiej nie zapeszać...