Anna Streżyńska, szefowa UKE, jest nieugięta: TP SA nie uniknie kary za to, że utrudnia dostęp do szerokopasmowego internetu osobom, które nie mają abonamentu telefonicznego Telekomunikacji.

UKE czekał z określeniem wysokości kary do wczoraj, bo urząd nie mógł tego zrobić, zanim TP SA nie ogłosi wyników finansowych. Wiadomo, że kara ma sięgnąć 3 proc. ubiegłorocznych przychodów Telekomunikacji.

Daje to w sumie ponad 350 mln zł. To gigantyczna kwota, sięgająca ponad połowy zysku TP SA za czwarty kwartał. Jeżeli nie pomogą odwołania i operator będzie musiał ją zapłacić, na pewno długo o niej nie zapomni.

Zwłaszcza że Streżyńska nie ustąpi i nadal będzie ścigała TP SA. Spółka będzie musiała rozwiązać ten problem, bo wojnę z UKE przegrywa na całej linii. Grupa TP SA wprawdzie zwiększyła przychody o 1,5 proc. do ponad 18,6 mld zł, jednak jej zyski spadły aż o 5,5 proc. "I to w sytuacji, gdy TP nie czuła jeszcze poważnie oddechu konkurencji" - mówi Michał Marczak, analityk Domu Inwestycyjnego BRE Bank.

A co będzie za rok, jeżeli TP SA nadal będzie traciła czas na walkę z UKE, a nie z telekomunikacyjnymi rywalami? Sama Telekomunikacja zakłada, że w 2007 r. jej przychody spadną o 1 proc. Marczak twierdzi jednak, że to niepoprawny optymizm."Przecież tak naprawdę dopiero w tym roku operator zacznie odczuwać skutki decyzji Streżyńskiej" - twierdzi.

TP SA musi wreszcie dogadać się z UKE. Wygląda nawet na to, że nie ma co szukać poparcia w Komisji Europejskiej. TP SA broniła się, że polski urząd nie ma prawa regulować rynku szybkiego internetu, bo zabrania tego KE.

Tymczasem wczoraj okazało się, że Europejski Trybunał Sprawiedliwości wlepił głównemu udziałowcowi TP SA - France Telecom - ponad 10 mln euro kary za nadużywanie dominującej pozycji na francuskim rynku dostępu do internetu.

TP SA jest jednak uparta i nadal twierdzi, że racja jest po jej stronie. Grażyna Piotrowska-Oliwa, dyrektor wykonawczy w Telekomunikacji Polskiej, mówi, że są to dwie zupełnie różne sprawy i spółka nie zamierza zmienić swego stanowiska.

Analitycy jednak nie są tego tacy pewni. Twierdzą wręcz, że jeżeli TP SA się nie ugnie, to w końcu zrobi to France Telecom. Francuzi stopniowo dochodzą do wniosku, że wojna z UKE im si nie opłaci. Zwłaszcza że polska spółka to dla nich żyła złota.

W 2005 r. polski Orange miał prawie 7-proc. udziału w przychodach telefonii komórkowej France Telecom (wzrost w stosunku do 2004 r. wyniósł aż 28 proc.), a część stacjonarna i internetowa TP SA - aż 14 proc. Wyniki za ubiegły rok France Telecom opublikuje jutro, ale eksperci twierdzą, że udział polskich częśći FT może być jeszcze wyższy.

Analitycy są przekonani, że nieustanne potyczki Telekomunikacji Polskiej, a także wyrok Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, skłoni France Telecom do zmiany polityki w Polsce. Zdaniem Marczaka FT zrobi to, gdy będzie wiedział, że kolejne kary są nieuchronne.

" Nastąpi to pewnie wtedy, kiedy Francuzi spostrzegą, że wpływa to niekorzystnie na finanse polskiej spółki" - mówi Marczak.

Tomasz Kulisiewicz, analityk rynku telekomunikacyjnego, dziwi się, że w Polsce France Telecom przyjął taką nieugietą postawę w stosunku do regulatora rynku, podczas gdy we Francji jego polityka jest o wiele bardziej ugodowa. "FT stosuje dwie miary" - inaczej zachowuje się w Polsce, a inaczej u siebie" - mówi.

Francuzi będą musieli to zmienić, bo inaczej polska spółka przestanie być kurą znoszącą Francuzom złote jajka.