Były premier jest już przygotowany, by zamienić swój skromny pokój doradcy na znacznie bardziej komfortowy gabinet prezesa na tym samym, 13. piętrze siedziby PKO BP w Warszawie. W tym samym budynku rada nadzorcza banku ma potwierdzić dziś, że były premier wygrał konkurs.

"Marcinkiewicz zostanie prezesem, choć nie wiadomo jeszcze, co z dwójką jego zastępców" - mówi informator DZIENNIKA związany z Ministerstwem Skarbu. I wyjaśnia, że osoby wskazane przez byłego premiera niezbyt spodobały się radzie nadzorczej PKO BP.

O wynikach konkursu nie chce rozmawiać nikt spośród członków rady. "Łatwiej byłoby wam uzyskać informację od premiera, kogo planuje wymienić w rządzie" - mówi jeden z nich. I przypomina, że PKO BP jest spółką giełdową, więc za ujawnienie informacji ważnej dla kursu akcji grożą poważne kłopoty z prawem.

Mimo to w dwóch niezależnych źródłach potwierdziliśmy, że w miniony piątek rada nadzorcza spotkała się z Marcinkiewiczem w tej sprawie. Miał on się nawet pokazać tego dnia na corocznym koncercie dla klientów banku w Filharmonii Warszawskiej. W porozumieniu z radą uznał jednak, że byłoby to jednoznacznie odczytane jako potwierdzenie już podjętej decyzji. Ale jeden z dawnych współpracowników byłego premiera potwierdza, że od piątku sytuacja była jasna.

DZIENNIK zapytał więc Kazimierza Marcinkiewicza, czy można mu już pogratulować sukcesu. "Nie mogę o tym rozmawiać z dziennikarzami" - odparł były premier. Kilka dni temu pytany, czy wystartuje w powtórzonych wyborach w Warszawie, był bardziej otwarty: "Przecież będę prezesem PKO BP" - dziwił się pytaniom.

Werdykt rady nie będzie zaskoczeniem. Posłowie PiS, z którymi wczoraj rozmawialiśmy - choć powtarzali, że każde rozstrzygnięcie jest możliwe - to już udzielali rad Marcinkiewiczowi, co powinien uczynić po wygraniu konkursu.

"To ciekawa sprawa, ale nie rozgrzewa nas do czerwoności" - zapewnia szef bankowej komisji śledczej Artur Zawisza z PiS. I dodaje od razu, że były premier powinien po wyborze na prezesa PKO BP zrezygnować z zasiadania we władzach PiS.

Jeden z członków Komitetu Politycznego PiS nie jest jednak tak zdecydowany. Twierdzi, że były premier nie musi odchodzić z władz partii. Ale de facto Marcinkiewicz już zrezygnował. Nie uczestniczył w sobotnim posiedzeniu Rady Politycznej. "Od piątku wiedział już, że rada wskaże właśnie jego" - wyjaśnia wysoko postawiony polityk PiS.

Rozstrzygnięcie rady nadzorczej PKO BP musi jeszcze zaopiniować Generalny Inspektor Nadzoru Bankowego. Swoje stanowisko przekazuje Komisji Nadzoru Bankowego, a tą większością głosów wyraża zgodę na objęcie stanowiska.

Prawo bankowe nie stawia przed kandydatem na prezesa PKO BP zbyt wielkich wymagań. Ma tylko dawać "rękojmię bezpiecznego zarządzania bankiem". Prócz tego są jeszcze standardy, które tworzy Komisja Nadzoru Bankowego. Według niej, prezes powinien legitymować się co najmniej dwuletnim doświadczeniem na stanowisku kierowniczym w banku i odpowiednim wykształceniem.

W ostatnim wywiadzie dla miesięcznika "Forbes" szef KNB Stanisław Kluza stwierdził, że ta rekomendacja nie ma dla niego "waloru źródła prawa". To mogłoby oznaczać, że już nic nie stanie na drodze Marcinkiewicza do biznesu. Choć Kluza o kandydaturze Marcinkiewicza wypowiadał się bardzo ostrożnie. Zastrzegł też, że kluczowe znaczenie dla jego decyzji będzie miała opinia Generalnego Inspektora Nadzoru Bankowego.