Brytyjczycy pomstują na polskich eksporterów drobiu. Bo okazało się, że przez nas mniej zarabiają. Ceny kurczaków w Wielkiej Brytanii spadły w ciągu ostatnich kilku miesięcy o 2,5 procenta. Bo miejscowi hodowcy muszą je opuszczać, by konkurować z naszymi, o wiele atrakcyjniejszymi. Inaczej nic nie sprzedadzą.

"Wiele firm przetwórstwa drobiowego musiało przez to zakończyć działalność i obawiam się, że w ich ślady pójdą kolejne" - mówi dyrektor brytyjskiego związku drobiarskiego Peter Bradnock.

A wszystko dlatego, że brytyjski rynek zalały kurczaki z Polski. Są dorodne, smakowite, a co najważniejsze, tańsze od miejscowych. Chętnie są więc kupowane. Polacy zacierają ręce, a Brytyjczycy wyrywają sobie włosy z rozpaczy. Nic z tym bowiem nie są w stanie zrobić. W końcu jesteśmy w Unii i możemy w jej krajach prowadzić swobodny handel.

Wielka Brytania importuje masowo kurczaki z Tajlandii i Brazylii, ale mrożone, które potem trafiają przede wszystkim do stołówek i restauracji. Świeży drób dostarczali do sklepów jeszcze do niedawna głównie miejscowi hodowcy. Ale kiedy okazało się, że nasz jest tańszy, szybko zaczęli tracić odbiorców. Bo - jak twierdzą - hodowla po niższych cenach przestaje być dla nich opłacalna. A nam się opłaca jak najbardziej, o czym świadczy chociażby fakt, że w ubiegłym roku wysłaliśmy do tego kraju ponad 26 mln sztuk tych ptaków, a kolejnych zamówień przybywa.