To efekt ostrej konkurencji na rynku finansowym. Zdaniem analityków, Polskę zaleją nie tyle oddziały własne banków, ile placówki partnerskie otwierane na zasadzie franczyzy. "Ten rok będzie rekordowy pod tym względem" - twierdzi Zbigniew Bakota, menedżer z Ernst & Young Business Advisory.

Banki wiedzą, co robią, bo w bitwie o klienta wygra ten, kto ma oddział na każdej ulicy. Dlatego coraz śmielej użyczają swojego szyldu osobom z zewnątrz. "Tak jest po prostu taniej, szybciej, wygodniej i bezpieczniej" - mówi Michał Macierzyński, analityk Bankier.pl. Franczyza może powstać w lokalu już posiadanym przez przedsiębiorcę. Placówka spełnia wszystkie podstawowe funkcje oddziału bankowego, a to znaczy, że klient nie odczuwa między nimi żadnej różnicy. Nie ponosi też ryzyka, bo odpowiedzialność za działania franczyzobiorcy ponosi bank.

Interes jest opłacalny dla przedsiębiorcy i banku. Michał Wiśniewski z firmy doradczej Profit System twierdzi, że placówka franczyzowa jest nawet 10-krotnie tańsza od klasycznej. Na przykład w Multibanku za przygotowanie placówki i materiałów informacyjnych, a także za ochronę oddziału płaci bank. Partner wykłada 65 tys. zł na licencję i kaucję, ale po 15 miesiącach 30 tys. zł wraca na jego konto.