PLL LOT od 14 listopada nie są w stanie wybrać nowego prezesa spółki. Tego dnia rada nadzorcza spółki odwołała z tej funkcji Krzysztofa Kapisa i powołała Tomasza Dembskiego na pełniacego obowiązki prezesa. Ale na tym działania się skończyły, bo nowego szefa jak nie było, tak nie ma.

Proces wyboru nowego prezesa to praca na tyle żmudna, że właśnie spółka poinformowała w specjalnym komunikacie, iż nowe posiedzenie rady w tej sprawie odbędzie się dopiero 12 lutego. Rozwścieczyło to Ministerstwo Skarbu Państwa, które ma w PLL LOT ma 68 proc. akcji.

Resort zamierza wziąć sprawy w swoje ręce i doprowadzić do szybkiego wyboru szefa spółki. Ba, chce też mieć w przyszłości większy wpływ na to, co się w niej dzieje i jakie decyzje podejmują jej władze. Teraz jest to trudne, bo w radzie nadzorczej rząd ma tylko 4 miejsca, na 10. To za mało, by przeforsować swe stanowisko.

Dlatego, jak poinformował rzecznik MSP Paweł Kozyra, resort zastanawia się nad odkupieniem pozostałej części akcji spółki. Albo zmianą ustawy o LOT, która da mu większą władzę w strukturach narodowego przewoźnika. A zaprowadzenie porządku jest niezwykle ważne, bo za rok akcje PLL LOT mają trafić na giełdę. I gdyby wtedy panował tam taki bałagan jak dziś, to zamiast przynieść zysk mogłyby pogrążyć skutecznie spółkę, która i tak musi włożyć wiele wysiłku, by konkurować z coraz liczniej inwestującymi w Polsce mniejszymi, za to tańszymi, więc obleganymi przez pasażerów liniami.