"To ma być raport z poważnej kontroli?! Raport to dokładne cyfry, przepisy, szczegółowe wyliczenie, co było dobrze, a co źle. Tu są same, nic nie warte, ogólniki. Nie przyjmujemy do wiadomości tego dziwnego pisma" - grzmi Siergiej Dankwert, szef Rosyjskiej Federalnej Służby Sanitarnej i Fitosanitarnej. To w dużym stopniu od niego zależy, czy Rosja zgodzi się znieść embargo na nasze mięsa i wędliny.

Wszystko więc wskazuje, że nastąpi to nieprędko, bo nasi wschodni sąsiedzi imają się wszelkich sposobów, by nie wpuścić do siebie naszych produktów. Nie wiedząc już, jakich argumentów mają używać, przypuścili atak na korzystny dla Polski raport unijnych ekspertów.

Raport wykazał, że - wbrew zarzutom Rosjan - produkujemy żywność zgodnie z wszelkimi normami. Służby Władimira Putina nie mogły więc dłużej przekonywać wszystkich, że trzeba zmienić technologie w naszych zakładach.

Do Brukseli Rosjanie wysłali już pismo z żądaniem nowego, bardziej konkretnego dokumentu. Unia na razie milczy, czekając aż dotrze do niej zdumiewające stanowisko służb kraju, z którym ma prowadzić poważne negocjacje o handlu gazem czy ropą.