W Ministerstwie Sprawiedliwości jest już gotowy projekt ustawy, która obniża stawki notarialne o ponad połowę - donosi "Rzeczpospolita". Rejenci są niezadowoleni, bo ich gigantyczne zarobki nagle stopnieją. Ale osoby zamierzające kupić nieruchomość już zacierają ręce z radości.

A jest o co walczyć, bo taksa notarialna przy kupnie domu, mieszkania czy ziemi naliczana jest od ich ceny. Dziś to drastycznie wysokie stawki. Np. chcąc stać się właścicielem M o wartości 100 tys. zł, musisz oddać notariuszowi 1210 zł. Ministerstwo Sprawiedliwości chce, byśmy nie płacili więcej niż 585 zł. Jeśli twoje przyszłe M kosztuje 200 tys. zł, musisz zapłacić 1710 zł taksy, a po zmianach - 785 zł. Jeśli dom ma wartość 750 tys. zł, dziś musisz w kancelarii rejenta wyłożyć 4460 zł, a w przyszłości - tylko 1885 zł.

Skąd taka dbałość o nasze portfele? Po prostu wreszcie policzono, ile zarabiają notariusze m.in. na tym, że są zobowiązani do tzw. wykonywania czynności urzędowych. Czyli po prostu poświadczania dokumentów swą pieczęcią i nazwiskiem, które potem zanosimy np. do sądu, by stać się prawnym właścicielem własnego domu czy mieszkania. Jak się okazuje, średnie miesięczne zarobki rejenta to aż 24,4 tys. zł na rękę. Rocznie to ponad 361 tysięcy złotych.

Jeśli wejdą w życie przepisy przygotowywane przez resort, zarobki te pokaźnie się skurczą, choć nie aż o połowę. Bo u notariuszy nie tylko spisujemy akty kupna domu czy ziemi, ale też np. intercyzy małżeńskie, gdzie również liczony jest procent od dzielonego majątku, jeśli robimy to po ślubie.