Wielu z nas ciarki przechodzą po plecach na samą myśl, że muszą iść do oddziału Poczty Polskiej, by coś załatwić. Bo nie dość, że urzędy czynne są zwykle tylko do godz. 18 i nie mamy szans zdążyć do nich normalnie pracując, to jeszcze, kiedy już uda nam się wyrwać na pocztę, musimy liczyć się z długim staniem w kolejce.

Jak wykazała kontrola Urzędu Komunikacji Elektronicznej, państwowej instytucji, pod którą podlegają m.in. urzędy pocztowe, sytuacja jest fatalna. Poza tzw. godzinami szczytu, czyli wtedy kiedy część pań zajęta jest czym innym niż obsługą klienta, czekamy w kolejkach nawet 55 minut. Najgorzej jest w Krakowie. Najlepiej - we Wrocławiu, bo tam przychodzi nam tracić czas na dreptaniu w miejscu "jedynie" przez niecałe pół godziny.

Ale, kiedy już przyjdzie nasza kolej, nie ma co liczyć, że niczym błyskawica sprawę załatwimy i pójdziemy do domu. Przy okienku będziemy sterczeć średnio prawie 6 minut, bo tyle na Poczcie Polskiej załatwia się jedną sprawę. Średnio, to znaczy, że szczęśliwcy zostaną obsłużeni szybciej, ale pechowcom przyjdzie o wiele dłużej poczekać. Wszystko zależy od tego, jak dynamiczna jest pani w okienku.

Na domiar złego, jak pokazują unijne statystyki, ceny usług pocztowych w Polsce, w porównaniu do wysokości zarobków, są jednymi z najwyższych w Europie.