Nie ma raczej co liczyć na to, że w tym tygodniu - jak wszyscy się spodziewali - zostanie zniesieny przez Rosję zakaz importu naszego mięsa. Bo nagle - dzień przed mającym się odbyć w Berlinie spotkaniem przedstawicieli Unii, Polski i Rosji - ambasador naszych wschodnich sąsiadów oznajmił, że to nie jest ich problem. I niczego jego kraj w tej sprawie zrobić nie zamierza.

"Blokowanie przez Polskę rozmów Unii z nami o energii to wewnętrzny problem Wspólnoty. Data zniesienia embarga na polskie mięso zależy od wysiłków strony polskiej, my za nią nic zrobić nie możemy" - oświadczył Władimir Czyżow, ambasador Rosji przy UE. "I nie należy się spodziewać po jutrzejszym spotkaniu <historycznego przełomu>, bo to rozmowy czysto techniczne. A z samej ich definicji wynika, że epokowych dokumentów w ich trakcie się nie podpisuje" - dodał.

Co zatem mielibyśmy zrobić? Tego dokładnie nie wiadomo. Bo Rosja zarzuca nam fałszowanie dokumentów przewozowych, na które ma tylko spreparowane dowody. I żąda zmian w zakładach mięsnych, mimo że unijna kontrola nie wykazała w nich żadnych nieprawidłowości.

Tak więc wszystko wskazuje na to, że nasz handel mięsny z Rosją nieprędko ruszy.