Jeszcze parę miesięcy temu tona pszenicy kosztowała ok. 500 zł. Dziś - ok. 670 zł. Żyto to już towar na wagę złota. W dodatku - jak szacuje Izba Zbożowo-Paszowa, zrzeszająca m.in. przetwórców zbóż - ceny wzrosną jeszcze o 10-15 procent. "Jest bardzo źle. Mąki żytniej po prostu nie ma, dlatego od sierpnia podrożała już prawie dwukrotnie - z 58 gr do 1,1 zł za kilogram. Coraz więcej płacimy też za mąkę pszenną. Nie ma rady - ceny pieczywa pójdą w górę" - tłumaczy dziennikowi.pl Bogdan Mamaj, szef Cechu Piekarzy. I mówi wprost: "Za zwykły bochenek przyjdzie nam zapłacić nie 1,5 zł, ale nawet 3 zł" .

Skąd takie problemy ze zbożem? Wszystko przez zeszłoroczne powodzie i susze, które zniszczyły plony. Importowane ziarna, m.in. z Niemiec, też już się kończą, a te, co zostały, rolnicy sprzedają po wygórowanych stawkach.

Ale cena przestaje mieć znaczenie. Bo coraz więcej osób zadaje sobie pytanie: czy w ogóle będziemy mieć z czego wypiekać? Już za kilka tygodni może się okazać, że polski chleb to dla wielu Polaków towar luksusowy.

"Chleb żytni stanie się prawdziwym rarytasem, będzie kosztował ok. 6 zł za bochenek" - mówi Mamaj. "To nie żart, bo żytnia mąka droższa jest już nawet od luksusowej, a przede wszystkim kończą się jej zapasy. Ta mąka to podstawa chleba, bo używa się jej nie tylko do razowca czy staropolskiego, ale też zwykłego. To ona daje mu zapach, smak i barwę. Z mąki pszennej można robić najwyżej bułki" - tłumaczy Bogdan Mamaj.

Czy jest jednak szansa, że kiedyś ceny wrócą do normy? Tak, ale dopiero latem. Po żniwach magazyny powinny zapełnić się zebranym właśnie, tańszym zbożem, a w młynach ruszy produkcja nowej mąki. No, chyba że będzie klęska nieurodzaju. Wtedy lepiej nie myśleć o tym, z czym będziemy musieli się borykać. "Po prostu - nie będzie chleba. Bo nie będziemy mieli z czego go piec" - rozkłada ręce pan Bogdan.