Burza to nie kataklizm czy nadzwyczajne zjawisko. A zakład energetyczny zobowiazany jest do zaopatrywania w prąd w sposób ciągły i niezawodny. Jeśli tego nie robi, powinien wypłacić odszkodowanie - uznał właśnie sąd rejonowy w Białymstoku. I nakazał miejscowej elektrowni zapłacić właścicielce sklepu spożywczego w miejscowości Ciasne prawie 1600 zł za popsute w niedziałających chłodniach towary.

Wszystko działo się w sierpniu ubiegłego roku. Nad Ciasnem przeszła burza. W sklepie zgasło światło. Zapaliło się dopiero po 24 godzinach. W tym czasie rozmroziły się lodówki. Właścicielka wystąpiła do energetyki o odszkodowanie. Ale dowiedziała się tylko, że było to działanie czynników od zakładu niezależnych, bo przecież awarię spowodowała burza i nic się nie należy. Kobieta przekonana jednak była, że usterkę można było usunąć szybciej. Tym bardziej że nie pierwszy raz zabrakło w jej sklepie prądu. Uznała, że gdyby wcześniej wszystko naprawiono porządnie, nie byłoby takich strat.

Sprawa trafiła do sądu. Ten przyznał pokrzywdzonej rację. Bo zwykła burza czy wichura to nie kataklizm, którym można się tłumaczyć odmawiając zapłaty odszkodowania. I sąd często jest jedyną, skuteczną deską ratunku w walce z zakładem energetycznym. Ale, nim ją tam skierujemy, najpierw musimy złożyć do elektrowni reklamację. Dopiero, gdy przyjdzie odmowa jej załatwienia, możemy iść po pomoc do wymiaru sprawiedliwości. I cierpliwie czekać. Sprawa właścicielki sklepu z Ciasnego trwa już piąty miesiąc, ale wyrok nie jest prawomocny.