Takiego ciosu Gazprom się nie spodziewał. Europejski Bank Inwestycyjny nieoczekiwanie odmówił mu ponad miliarda euro kredytu na budowę Gazociągu Północnego. Najpierw Rosja się zdziwiła, potem wściekła. Budowie rurociągu sprzeciwia się Polska wraz z innymi krajami nadbałtyckimi.

Specjaliści z największego banku w Europie doszli do wniosku, że nie mogą pożyczyć Rosji ani grosza, póki nie dogada się ona w kwestii budowy ze wszystkimi państwami, które tej inwestycji są przeciwne. Jest ich wiele, ale największe larum podniosły Szwecja i Polska. Ta pierwsza, bo udowadnia, że inwestycja zrujnuje nieodwracalnie przyrodę Bałtyku, po którego dnie ma biec gazociąg. My, bo nasi wschodni sąsiedzi nas dyskryminują - choć wielka rura przechodzić będzie przez nasze terytorium, nie będziemy mieć swojej odnogi. A Rosja jeszcze bardziej uzależni od siebie gospodarczo inne kraje.

Na początku wydawało się, że wszystkie formalności są już załatwione. Ale kiedy Gazprom przykręcił kurek z gazem, a ostatnio inny rosyjski monopolista, Transnieft, także z ropą, bankowcy wycofali się rakiem z obietnic kredytowych. Nie mają bowiem żadnej gwarancji, czy Rosjanie nie będą tak samo gnębić nowych odbiorców, którzy mieliby kupować ich surowce z Gazociągu Północnego. I nie są przekonani, czy gdyby rura nagle wyschła, nie nastąpi kryzys na tyle poważny, iż kredytobiorca nie będzie w stanie spłacić swych długów.

Gazprom nie wie co począć. Jedyną deską ratunku jest, jak twierdzą specjaliści, planowane wkrótce spotkanie Władimira Putina z Angelą Merkel, której państwo przewodniczy Unii. Mają ponoć ustalić, jak zaspokoić roszczenia wszystkich niezadowolonych z rurociągu krajów.