Będzie niezależny, wiarygodny, odpowiedzialny i nie będzie w nim gwałtownych zmian - tak Narodowy Bank Polski widzi pod swym przewodnictwem Sławomir Skrzypek, prezydencki kandydat na następcę Leszka Balcerowicza. Skrzypek zapewniał, obiecywał i przekonywał. Przede wszystkim mówił, że nie jest szczególnym zwolennikiem żadnej opcji polityki pieniężnej. Obiecał, że kiedy on będzie kierował NBP, nie będzie żadnych gwałtownych zmian, a on sam będzie współpracował z przedstawicielami wszystkich szkół ekonomicznych.

Posłowie zaś pytali Skrzypka m.in., kiedy - jego zdaniem - Polska powinna przystąpić do strefy euro. Kandydat odpowiedział dość wymijająco: "wówczas, gdy to będzie dla naszego kraju korzystne". Bardziej zdecydowanie mówi o ustawie o Narodowym Banku Polskim. Skrzypek stwierdził, że trzeba się zastanowić nad zmianą prawa, które obchodzi właśnie 10. urodziny. Zapowiedział też, że bank centralny nie będzie łatał dziury budżetowej.

O tym, że Sławomir Skrzypek ma odpowiednie kwalifikacje do kierowania NBP, mówił z kolei prezydencki minister, Aleksander Szczygło.

Jednak ani to, ani zapewnienia samego kandydata nie przekonują opozycji, która zapowiada, że będzie głosować przeciwko jego kandydaturze. Za na pewno rękę podniosą posłowie Prawa i Sprawiedliwości oraz LPR. Samoobrona zapowiedziała, że z decyzją wstrzyma się do dnia głosowania, czyli do środy. To właśnie wtedy kończy się kadencja obecnego szefa NBP, Leszka Balcerowicza.

Na razie jednak Skrzypek uzyskał poparcie sejmowej komisji. Za jego kandydaturą głosowało 25 posłów, 14 było przeciw, a 2 wstrzymało się od głosu. By prezydencki kandydat został nowym prezesem banku centralnego, musi jeszcze przebrnąć przez głosowanie w Sejmie. Potrzebna mu jest zwykła większość głosów.