Po południu euro było już o ponad trzy grosze droższe niż rano i pięć groszy niż wczoraj. Podrożał też dolar, za którego trzeba teraz płacić 2,9595 zł, czyli o aż pięć groszy więcej niż dzień wcześniej.

I zanosi się na dalszy spadek wartości złotówki. Analitycy są zgodni: to wszystko reakcja na ogłoszenie przez prezydenta nazwiska kandydata na szefa NBP. "Ewidentnie jest to polityczna nominacja. Taki trend potrwa przynajmniej do jutra" - uważa Andrzej Bowtruczuk z BRE Banku.

Nic dziwnego, że inwestorzy są wystraszeni. Wystarczy przeczytać tylko kilka opinii na temat kandydatury Skrzypka. Najczęściej pojawia się argument, że pełniący obowiązki prezesa PKO BP zwyczajnie nie ma przygotowania do szefowania NBP. Zdaniem Janusza Jankowiaka, Sławomir Skrzypek nie będzie w stanie dogadać się z członkami Rady Polityki Pieniężnej i analitykami banku centralnego. A to właśnie to gremium wspólnie decyduje o obniżaniu i podwyższaniu stóp procentowych. Te decyzje z kolei natychmiast odbijają się na giełdzie.

Profesor Leszek Zienkowski z Polskiej Akademii Nauk jest zdumiony, że Sławomir Skrzypek w ogóle podejmuje się tej roli. "Przede wszystkim dziwi mnie odwaga tego kandydata, że akceptuje tę propozycję" - komentuje ekspert. "Nie wiem, jak będzie się czuł w szacownym gronie prezesów innych banków centralnych w Europie i jak będzie sobie radził" - dodaje Leszek Zienkowski.

To i tak spokojna reakcja - uważa natomiast Katarzyna Zajdel-Kurowska, główna ekonomistka Citibanku Handlowego. Prawdziwej burzy można się spodziewać, gdy Skrzypek zacznie podejmować pierwsze decyzje na stanowisku szefa NBP. Bo tak naprawdę nikt nie wie, co prezydencki kandydat sądzi np. na temat wejścia Polski do strefy euro czy kontynuacji polityki Leszka Balcerowicza.

Sam dotychczasowy szef NBP nie chce się wypowiadać na temat swego ewentualnego następcy, czym też podgrzewa atmosferę. Gorąco może być także w przyszłą środę, kiedy Sejm będzie głosował nad kandydaturą Sławomira Skrzypka.