"Pod względem przyrostu liczby pasażerów linii lotniczych jesteśmy pierwsi na świecie, a naszym jedynym rywalem na tym polu są Chińczycy" - cieszy się Grzegorz Kruszyński, prezes ULC. "Polacy naprawdę rozwinęli skrzydła, szacujemy, że w 2030 roku przez polskie lotniska przewinie się 70 mln pasażerów" - dodaje Adrian Furgalski, ekspert rynku lotniczego z zespołu doradztwa gospodarczego TOR.

Eksperci są zgodni, że w obsłudze tej rzeszy podróżnych coraz większą rolę będą odgrywały regionalne porty lotnicze. W ubiegłym roku z Okęcia odleciała tylko nieco ponad połowa wszystkich podróżnych, pozostałe 47 proc. obsłużyły inne polskie lotniska. To ważna zmiana, bo jeszcze w roku 2005 Okęcie miało ponad 60-proc. udział w rynku, a na początku dekady aż 80-proc. "Już w 2015 roku udział warszawskiego lotniska skurczy się do ok. 30 proc." - szacuje Furgalski.

Mniejsze lotniska dostały szansę rozwoju za sprawą tanich linii lotniczych. Dziś nad Wisłą działa dziesięć portów obsługujących międzynarodowe trasy, ale pomysł wybudowania lotnisk co chwilę zgłaszają nowe miasta. Pod koniec ubiegłego roku poseł Przemysław Gosiewski dumnie oświadczył, że zrobi wszystko, aby porządny port lotniczy miały Kielce. Podobno lada chwila ma ruszyć przetarg na budowę terminala i pasa startowego, na którym będą mogły lądować duże boeingi. Wartość inwestycji oszacowano na 500 mln złotych, a jej zakończenie przewidziano na 2011 rok.