O przyszłości koncernów rozmawiali szef Ford Motor Company Alan Mullay i prezes Toyota Motor Corporation Fujio Cho. Po połączeniu koncernów powstałby gigant produkujący 15 mln aut rocznie.

I choć na razie nie zapadły żadne decyzje, to część ekspertów z branży motoryzacyjnej od razu wydała wyrok - czeka nas fuzja dwóch gigantów motoryzacyjnych. Akcje obu spółek zaczęły zwyżkować, a analitycy z Wall Street podwyższyli rekomendacje dla akcji Forda ze "sprzedawaj" na neutralną. Kolejna tura rozmów odbędzie się jeszcze w styczniu.

Gdyby doszło do połączenia, Toyota i Ford stworzyłyby monstrualny koncern samochodowy produkujący aż 15 mln aut rocznie. Na razie jednak obie strony konsekwentnie dementują krążące po branży plotki, że Mullay i Cho omawiają kwestie połączenia obu koncernów. "To było luźne spotkanie bez ściśle określonego porządku rozmów" - tak powiedział o ubiegłotygodniowej wizycie Mullaya w Tokio rzecznik Toyoty Irv Miller.

Negocjacje mogą potrwać, bo gra idzie choćby o to, kto będzie grał pierwsze skrzypce w ewentualnym aliansie. Ford chce pozostać niezależny i stawia jedynie na "zacieśnioną współpracę". Tymczasem Toyocie taka współpraca na nic się nie przyda, bo firma jest obecnie najbardziej dochodowym koncernem motoryzacyjnym na świecie i niepotrzebna jej kula u nogi. Ford tylko w trzecim kwartale ubiegłego roku stracił 5,8 mld dol. (Japończycy zarobili w tym czasie blisko 4,5 mld).