Raport jest jasny: nie dotrzymujemy obietnic, które złożyliśmy, wstępując do Unii. Chodzi o tzw. kryteria z Maastricht, czyli pięć warunków niezbędnych do wprowadzenia w Polsce waluty euro. Na razie spełniamy z nich jedynie dwa - utrzymujemy niską inflację i mamy stopy procentowe na mniej więcej tym samym poziomie (nie wahają się za bardzo w jedną lub drugą stronę).

Niestety, nie dotrzymujemy trzech pozostałych obietnic. Po pierwsze: nadal mamy za duży deficyt budżetowy, czyli - inaczej mówiąc - nasze państwo wydaje za dużo, za pożyczone już pieniądze. Deficyt ten powinien wynosić poniżej 3 proc. PKB (czyli poniżej 3 proc. całego majątku, który Polska w ciągu roku gromadzi dzięki produkcji towarów i świadczeniu usług). Ale - według unijnych prognoz - przekracza 4 proc.

Po drugie: Polska nie gwarantuje stabilnego kursu wymiany walut. Złotówka ciągle albo się znacznie umacnia w stosunku do euro, albo słabnie.

Komisarze unijni skrytykowali nas też za nasze prawo dotyczące banku centralnego, które - ich zdaniem - jest niezgodne z unijnym prawodawstwem. Dlaczego? Bo niedostatecznie gwarantuje niezależność NBP i Rady Polityki Pieniężnej. Według UE te instytucje są zbyt upolitycznione.