Minister zapewnił, że Polska ma zapasy na każdą ewentualność. Sprzymierzeńcem jest ciepła zima. Zgromadzony gaz może dzięki niej wystarczyć na dwa tygodnie.

Ale Piotr Woźniak dodał, że Polska nie bierze nawet pod uwagę możliwości ograniczenia dostaw zza wschodniej granicy. Burzę wywołał sam Gazprom, który rozesłał do swoich odbiorców - w tym Polski - list, w którym ostrzegł przed problemami po Nowym Roku.

Rosyjski koncern Gazprom kłóci się z Białorusią o cenę dostarczanego jej surowca i grozi odcięciem dostaw. Problem w tym, że przez Białoruś biegnie gazociąg do Europy Zachodniej, więc pozbawiony gazu nasz wschodni sąsiad może zacząć kraść paliwo przeznaczone dla nas.

Rosja daje Białorusi wybór: znacznie wyższe ceny albo tańszy kontrakt i Rosjanie przejmą kontrolę nad operatorem gazociągów - Biełtransgazem. Mińsk ma czas na podpisanie nowego kontraktu do 1 stycznia, do godziny 8 czasu polskiego. Bez nowej umowy dostawy będą wstrzymane.

"To ekonomiczny szantaż" - grzmi Białoruś i zapowiada, że jeśli Moskwa odetnie jej dostawy, zacznie pobierać surowiec przeznaczony dla Europy Zachodniej.

Eksperci radzą nie panikować i tłumaczą: to gra sił. Gazprom od dawna dąży do podniesienia do poziomu światowego ceny gazu ziemnego, sprzedawanego dotąd taniej dawnym republikom radzieckim. Przed rokiem Gazprom na kilka dni przerwał dostawy na Ukrainę, która nie zgodziła się na nowe ceny. Przerwanie dostaw spowodowało jednocześnie zmniejszenie ilości paliwa dostarczanego przez Ukrainę Zachodowi. Dostawy wznowiono, gdy Ukraina zgodziła się na podwyżkę cen.

Pod koniec roku Gazprom zapowiedział zwiększenie cen gazu dostarczanego Gruzji. Władze w Tbilisi protestowały, ale ustąpiły, gdy koncern zagroził przerwaniem dostaw. Mołdawia zgodziła się na stopniowe podwyżki cen. Podobnie Armenia.