Po raz pierwszy Gazpromowi nie udało się zmusić jakiegoś kraju do kupowania gazu po wywindowanych cenach. Azerbejdżan uznał, że zarabiać Rosji na sobie nie pozwoli i nie zamierza podpisać kontraktu na przyszły rok.

Argument jest tylko jeden: cena. Rosja gaz kupuje od Kazachstanu i Turkmenistanu po 100 dolarów za tysiąc metrów sześciennych. Ale sprzedawać od stycznia chce po co najmniej dwa razy wyższych stawkach. Azerbejdżanowi zaoferowała surowiec po 245 dolarów, podczas gdy tegoroczna cena to 110 dolarów.

Wbrew oczekiwaniom Rosjan, Azerbejdżan nawet nie próbował negocjować. Po prostu zerwał rozmowy w sprawie dostaw na przyszły rok. Bo to państwo, jak twierdzą jego władze, bez surowca z kontrolowanego przez służby Władimira Putina koncernu sobie poradzi. Prowadzi rozmowy o współpracy z Iranem, a poza tym ma też własne złoża.

Co na to Gazprom? Zmuszony był przełknąć tę gorzką pigułkę. "Traktujemy to jako rezygnację z dostaw gazu ziemnego" - poinformował rzecznik przedsiębiorstwa w krótkim komunikacie prasowym.