Rosyjski potentat gazowy Gazprom nie dogadał się z Białorusią w kwestii dostaw gazu na przyszły rok. To może oznaczać, że Rosja paliwo temu kontrahentowi po prostu odetnie. Ale to nie jest problem jedynie Białorusi, bo przez jej terytorium ten surowiec transportowany jest do wielu krajów Unii.

Gazprom zapewnia jednak, że na gazowej wojnie rosyjsko-białoruskiej nie ucierpi żadne z europejskich państw. Bo nawet jeśli te kraje do porozumienia nie dojdą i zerwą współpracę, gaz będziemy mieli.

"Spór nie dotyczy dostaw tranzytowych i nie odbije się na innych państwach, które kupują od nas gaz, nawet jeśli transportowany jest on przez Białoruś" - uspokaja rzecznik Gazpromu Siergiej Kuprijanow w specjalnym komunikacie. "Zgromadzono wystarczające rezerwy w Austrii i Niemczech, które będą uruchomione, jeśli będzie taka potrzeba" - napisano w nim.

Na jak długo jednak te rezerwy wystarczą? Tego Rosja nie ujawnia. Możliwe jednak, że Wspólnota nie będzie musiała z nich czerpać, bo - jak twierdzą eksperci - jest szansa na to, że nowy kontrakt będzie podpisany. Bo wojna oczywiście toczy się o pieniądze. Moskwa chce podwyższyć Mińskowi ceny prawie czterokrotnie - z 47 do 200 dolarów za tysiąc metrów sześciennych. Ten na razie zgodzić się nie chce, ale nie ma też zapewnionego innego dostawcy.