Obecna umowa na dostawy tego surowca z Rosji na Białoruś wygasa za sześć dni. A Gazprom liczy na to, że pod taką presją Mińsk nie będzie grymasił na temat stawki. Choć mógłby, bo rosyjski koncern chce podnieść cenę za gaz aż dwa razy.

Mało tego, Gazprom straszy, że jeśli zgody Białorusi na podwyżkę nie będzie, to Mińsk może zapomnieć o rosyjskim gazie. "Stanowisko negocjacyjne Białorusi jest nieodpowiedzialne i zagraża dostawom energii dla całego kraju" - oświadczył rzecznik koncernu.

W tej chwili Mińsk płaci za tysiąc metrów sześciennych gazu 47 dolarów. Od stycznia miałby kupować surowiec po 200 dolarów za metr sześcienny. Ale Gazprom powraca jednocześnie do planu przejęcia białoruskich gazociągów. Bo jeśli Białoruś przekaże Gazpromowi połowę udziałów w firmie zarządzającej rurami, to cena gazu skoczy tylko do 80 dolarów za metr sześcienny.