To, że granice będą zamknięte, jest już pewne. Poinformował o tym szef rosyjskiego nadzoru weterynaryjnego Siergiej Dankwert. I nieprzypadkowo wskazał datę 1 stycznia. Bo właśnie wtedy Unia przyjmie w swe szeregi dwa nowe kraje, Bułgarię i Rumunię. A tamtejsze mięso - jak przekonują Rosjanie - może być złej jakości lub zarażone różnymi chorobami.

Moskwa tłumaczy embargo tym, że Wspólnota nie była jej w stanie zagwarantować, że nie wwiezie na terytorium Rosji nawet grama mięsa z Bułgarii i Rumunii.

Taki jest powód oficjalny. Tak naprawdę jednak wszystko zaczęło się od mięsnego sporu z Polską. Moskwa zarzuciła Polakom fałszowanie dokumentów eksportowych i nałożyła na nasz kraj zakaz importu mięsa do Rosji. Kiedy przez długi czas nie udało się dogadać i polscy producenci wciąż tracili grube miliony, Polska zdecydowała się walczyć o swoje na forum Unii. Zrobił się wielki szum, Rosja zaczęła stawiać kolejne warunki i w rezultacie skończyło się na zakazie wwozu mięsa z całej Wspólnoty.

Wyjątkiem może być sześć państw, z którymi od jutra Rosja jest gotowa rozmawiać o zniesieniu embarga. Chodzi o Irlandię, Niemcy, Francję, Danię, Holandię i Włochy. Warunek jest jeden - kraje te muszą przekonać Rosję, że w ich transportach nie będzie mięsa z Bułgarii i Rumunii.

Unia będzie się śpieszyć, by jak najszybciej przedstawić Rosjanom przekonujące gwarancje. Ale i to może być za mało. Bo Dankwert przyznaje, że problemem wciąż są "trudne stosunki z Polską".