Rosjanie po raz kolejny sięgnęli po wypróbowane sposoby, czyli gazowy szantaż. Tym razem przed groźbą odcięcia dostaw gazu stanęły Białoruś i Gruzja. Bezpieczeństwo energetyczne będzie ich słono kosztować. Rosja chce bowiem podnieść cenę z obecnych 110 do 230 dolarów za tysiąc metrów sześciennych.

Gruzini nie mają wątpliwości, że taki dyktat cenowy wynika z decyzji politycznej. Podobnie jest w przypadku Białorusi, którą, jak twierdzą analitycy, Rosja chce ukarać za to, że obiecywała ściślejsze związki z Moskwą, ale się z tych zobowiązań nie wywiązała.

Powody do zmartwienia mają jednak nie tylko Białorusini i Gruzini. Zdaniem analityków, na których powołuje się brytyjski "Financial Times", rosyjski szantaż może odbić się także na dostawach gazu do Polski i Niemiec. Dziennik przypomina, że przed rokiem z podobnej przyczyny Gazprom wstrzymał dostawy gazu na Ukrainę, co natychmiast przełożyło się na dostawy do UE.

"Teoretycznie jest to możliwe, bo podobnie jak Białorusini czerpiemy gaz z gazociągu jamalskiego" - tłumaczy dziennikowi.pl Bogdan Pilch z Gaz de France. Ale od razu uspokaja, że takie zagrożenie jest tylko teoretyczne. Według niego, zahamowanie dostaw gazu do Polski byłoby dla Rosjan nieopłacalne. Po ostatnich podwyżkach płacimy za gaz tyle samo co Niemcy czy Francuzi.