Europosłowie chcą też, by filmy były przerywane reklamami jeszcze częściej niż teraz.

To główne założenia nowelizowanej właśnie przez Parlament Europejski tzw. dyrektywy o telewizji bez granic. Nowelizowanej, bo dyrektywa w poprzednim kształcie była przestarzała. Nic nie wspominała o coraz popularniejszej usłudze telewizji na żądanie (czyli ściąganiu programów na twardy dysk specjalnego telewizora lub dekodera) i nie regulowała zasad emisji sygnału telewizyjnego w telefonach komórkowych i w internecie.

Teraz dyrektywa zrównuje te wszystkie rzeczy z normalną telewizją i zezwala dodatkowo na tzw. product placement - i tak już powszechnie stosowany. Jest to umieszczanie w programie telewizyjnym jakiegoś konkretnego produktu, który ma wyglądać tak, jakby znalazł się tam przypadkowo (oczywiście właściciel danej marki robi to odpłatnie). Można to będzie robić już zgodnie z dyrektywą UE, ale pod pewnymi warunkami. Stacja TV będzie musiała o tym poinformować przed i po programie oraz co 20 minut w trakcie jego trwania.

Product placement będzie można stosować przy serialach, filmach i transmisjach sportowych. Nie będzie go można natomiast używać przy wiadomościach, filmach dokumentalnych i poradnikowych oraz w programach dla dzieci. Państwa członkowskie mogą się jednak nie zgodzić na wprowadzenie product placementu u siebie.

Europosłowie chcą też, by przestał obowiązywać limit 20 minut między jednym a drugim blokiem reklam (będzie je można emitować częściej).