Parlament Europejski przyjął właśnie rezolucję, w której wyraźnie napisano, iż Unia ma solidaryzować się z dyskryminowanymi przez inne kraje swoimi państwami. Czyli - zbratać z Polską w sporze o handel mięsem z Rosją, bo to właśnie jest taka dyskryminacja.

Tyle tylko, że za tymi wspaniałymi słowami niewiele się kryje. Bo owszem, Unia jest po naszej stronie, ale do niczego naszych wschodnich sąsiadów zmusić nie może. Przedstawiciele Wspólnoty mogą negocjować z Władimirem Putinem warunki przywrócenia z nami handlu mięsem. Ale przecież robią to od wielu tygodni i niewiele z tego wynika.

Rosja wciąż wynajduje nowe powody, dla których współpracy z nami przywrócić nie zamierza. A UE co najwyżej może z nią rozmawiać o tym, że są one niesłuszne. Teoretycznie Bruksela mogłaby zagrozić zerwaniem jakichś umów z krajem, który niesłusznie krzywdzi członka Wspólnoty. Ale w przypadku Rosji łatwe to nie jest, bo chodzi m.in. o gaz, bez którego Unia sobie po prostu nie poradzi. Putin ma więc ją cały czas w szachu, a dla nas nadziei na nagły przełom w rozmowach o handlu mięsem raczej nie ma.