Naszą gospodarkę napędzą dotacje z Unii Europejskiej. W latach 2007-2020 mamy dostać aż 67 mld euro. Pieniądze pójdą m.in. na rozwój przedsiębiorstw i tworzenie nowych miejsc pracy, na programy edukacyjne i oczywiście na drogi, od których zależy los wielu zagranicznych inwestycji.

"Przy takim zastrzyku środków na inwestycje efekt jest niemal natychmiastowy" - powiedział "Rzeczpospolitej" wiceminister rozwoju regionalnego Jerzy Kwieciński.

Ministerstwo przewiduje, że prawdziwym przełomem będzie jednak rok 2016. To wtedy Polacy najbardziej odczują poprawę. Zmniejszy się bezrobocie, a pracownicy będą zarabiali lepiej, przez co więcej będą kupowali. Gospodarka rozkręci się na dobre. Produkt krajowy brutto (czyli cały majątek, który Polska gromadzi w ciągu roku dzięki produkcji towarów i świadczeniu usług) wzrośnie wówczas o 7,1 proc.

Ale pochwały dla naszych rządzących byłyby chyba czynione na wyrost. Bo ponad 7-procentowy wzrost gospodarczy w 2016 roku wygląda marnie, jeśli porówna się go z tempem wzrostu na Słowacji czy Łotwie. PKB Słowacji w trzecim kwartale tego roku wzrosło o 9,8 proc., a Łotwy o 11,8 proc.