Rzecznik występuje w imieniu polskich kierowców, którzy po 1 maja 2004 roku ściągnęli z innych krajów Unii używane auta i słono za to zapłacili. Bo, jeśli ktoś przywiózł sobie np. siedmio- lub ośmioletni samochód, to akcyza na to auto wyniosła aż 65 proc. jego wartości.

Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu orzekł już, że pobieranie tak wysokich podatków jest nie fair. Stwierdził, że akcyza na sprowadzany samochód nie powinna być wyższa niż podatek od zakupu auta zarejestrowanego już w danym kraju. Nie wypowiedział się jednak, czy rządy, które zdzierają tak wysoką akcyzę od sprowadzanych aut, mają zwracać ten podatek obywatelom (choćby w części). To właśnie w tej sprawie zapadnie wyrok 18 stycznia.

Polskiemu rządowi grozi więc katastrofa. Ministerstwo Finansów szacuje, że od 1 maja 2004 roku do 30 kwietnia 2006 fiskus zabrał importerom aut 2,2 mld zł akcyzy. Jeśli trybunał będzie trzymał stronę importerów (a na to wygląda), to polski rząd będzie musiał im oddać część tych pieniędzy. Ile? Tego jeszcze nie wiadomo.

Polski rząd boi się orzeczenia trybunału, czego dowodem jest fakt, że zmienił niedawno przepisy. Od 1 grudnia zarówno za samochody sprowadzane z zagranicy, jak i za te kupowane w kraju, płaci się ten sam podatek. Stawka akcyzy zależy teraz od pojemności silnika (za auto o poj. do 2 litrów płaci się 3,1 proc. wartości samochodu, a przy większej pojemności - 13,6 proc.).