Potrzebna jest nowa ustawa, która jasno sprecyzuje zasady, na jakich wzrosną emerytury. Ustawy wciąż nie ma. O podwyżki rent i emerytur spierają się ministrowie finansów i pracy.

Resort pracy chce, by emerytury i renty wzrosły w marcu przyszłego roku co najmniej o 2 procent. Taka podwyżka kosztowałaby budżet około 2,3 miliarda złotych, których w państwowej kasie nie ma.

Minister finansów proponuje więc inne, tańsze rozwiązanie, na którym jednak - jak łatwo zgadnąć - emeryci i renciści stracą. Świadczenia rosłyby nie o 2 procent, a tylko o 1,4 procent. Kosztowałoby to budżet 1,6 miliarda złotych. Ministerstwo Finansów popiera taki wariant, bo - jak tłumaczy - tylko tyle zarezerwowano w budżecie na ten cel.

Na takie rozwiązanie nie chce się jednak zgodzić minister pracy. Jego zdaniem podwyżka emerytur będzie tak niska, że tylko rozdrażni ludzi - zwłaszcza tych otrzymujących najniższe świadczenia. Przy emeryturze w wysokości 597 złotych doszłoby zaledwie 5 złotych. Tylko że podwyżka proponowana przez resort pracy będzie niewiele wyższa. Ale minister pracy zapewnia, że zrobi, co może, by to właśnie jego wersja ustawy trafiła na posiedzenie rządu - pisze "Gazeta Prawna".