Posłowie po raz kolejny postanowili sięgnąć do kieszeni kierowców. Tym razem proponują, by za każdorazowy wjazd do centrum miasta płacić 1 euro, czyli prawie 4 złote. Dzięki temu, jak mówią, znikną korki i znajdą się pieniądze na nowe drogi. Optymizmu posłów z Komisji Infrastruktury jednak kompletnie nie podzielają ekonomiści.

"Mam już dość kolejnych pomysłów na to, w jaki sposób obłożyć nas podatkami. Przecież kierowcy płacą już podatek w cenie paliwa" - mówi dziennikowi.pl Marek Zuber. "Kiedy wreszcie skończy się zbieranie pieniędzy na drogi? Przecież jest tyle innych sposobów, by je zdobyć. Są przecież pieniądze z Unii, można wyemitować obligacje" - wylicza główny ekonomista IDM SA.

"To kompletna bzdura. Pieniądze na drogi są, tylko trzeba umieć je wykorzystać" - komentuje prof. Witold Orłowski, ekonomista PricewaterhouseCoopers. Kwestia rozładowania ruchu w dużych miastach, to, jego zdaniem, zupełnie inna sprawa. Jednak według prof. Orłowskiego, o wprowadzeniu opłat powinny decydować władze poszczególnych miast i tylko w przypadku, gdy rzeczywiście nie da się jeździć. Takich miast jednak, zdaniem profesora, w Polsce na razie nie ma.

Logiki poselskiego pomysłu nie widzi także prezes Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową Bogdan Wyżnikiewicz. Według niego, nie jesteśmy do tego przygotowani i po prostu nie stać nas na to. "Kwestia bramek, czujników, kart, całej logistyki" - wylicza.

"Taki pomysł musiałby być wsparty bardzo dokładnym biznesplanem z analizą kosztów" - dodaje Wyżnikiewicz. Zdaniem ekonomisty, na początku przyniesie to same straty.